- Długo na mnie czekasz ? - zapytałem
- Nie, zaledwie chwilkę - odparła - mam wszystko o co mnie prosiłeś.
To jest kielich, należy do Akuny, a to mój.... naszyjnik - mówiła
wyjmując po kolei rzeczy z worka
- To dobrze że wszystko już masz. Bardzo dobrze że wzięłaś kielich, przyda się i to bardzo.
Wziąłem wszystkie rzeczy od Luny, które przyniosła ze sobą. Kielich
położyłem na ziemi, a do środka włożyłem naszyjnik. Zabrałem pióro od
Horusa, które wcześniej sam sobie wyrwał, a następnie położyłem je koło
kielicha.
- Podejdź bliżej, tylko nie krzycz - powiedziałem i przeciąłem jej kark swoimi pazurami.
Luna patrzyła się na mnie, nawet się nie poruszyła. Wziąłem kielich w
pysk i zebrałem krew, która sączyła się z rany. Kiedy zebrało się tyle
ile trzeba odstawiłem kielich na ziemię i polizałem ranę Lunie żeby
szybciej się zagoiła.
- Teraz ty zrób to samo - powiedziałem do Luny
- Co ?
- No dawaj
Długo nie czekałem. Jej pazury zatopiły się w mojej szyi, a
następnie zebrała krew do kielicha. Kiedy chciała polizać moją ranę
powstrzymałem ją słowami "Nie, ona sama się zagoi szybciej niż myślisz".
Wziąłem pióro w łapę, nasączyłem dolną jego część krwią z kielicha i
zacząłem rysować na ziemi. Kilkanaście razy musiałem powtarzać
nasączanie, dopóki na ziemi nie narysowałem ogromnego pentagramu.
Wyjąłem z worka rośliny. Mak położyłem w lewym dolnym ramieniu gwiazdy,
jeżynę w prawym dolnym ramieniu, hiacynt w lewym górnym ,a orlik w
prawym górnym ramieniu. Wilcze ziele umiejscowiłem w górnym ramieniu
gwiazdy.
- Skąd wiesz gdzie to powinno być ?- zapytała mnie Luna
- Nie wiem, zakładam że jest dobrze - odparłem żartując
- Co ? Nie żartuj sobie ze mnie...
- No dobra, wybacz. Nie wiem co one symbolizują, ale wiem że tak powinny być ułożone. Odsuń się po za granice koła.
Kiedy Luna zrobiła to o co ją poprosiłem skupiłem się na ogniu, ale
nie na tym normalnym. To co było narysowane krwią teraz płonęło
niebieskim płomieniem. Rośliny w ramionach gwiazdy paliły się czarnym
płomieniem, kiedy się wypaliły ich popiół unosił się w górze. Wszedłem w
pentagram i podszedłem do kielicha. Kiedy podniosłem go do góry
wszystko zniknęło, cały pentagram, popiół roślin. Wyglądało wszystko tak
jakby nas tam nie było i nic się tam nie wydarzyło. Podszedłem z
kielichem do Luny i usiadłem.
- Czy takie coś nie potrzebuje ofiary ? -zapytała mnie
- Żeby się udało to potrzebuje nawet dwóch
- To skąd je weźmiemy ?
- Już nie musimy...
- Jak to ? - Luna była co raz bardziej zdenerwowana
- My byliśmy tymi ofiarami... Zanim coś powiesz daj mi skończyć.
Posiadam moc tymczasowej śmierci. Kiedy zanurzyłem swoje pazury w twojej
szyi w tamtym momencie zginęłaś, a kiedy ty zrobiłaś to samo ze mną to
ja zginąłem. Wystarczyło że przekazałem ci na tą chwilę trochę swojej
mocy.
- Chyba rozumiem. Co teraz ?
- Teraz możesz wyjąć naszyjnik i jak chcesz to go zachowaj. Musisz
wypić połowę, a resztę dać do wypicia Akunie. To właśnie odbuduje jej
pieczęć i na jakiś czas pozwoli ci zapanować nad jej mrokiem. Mógłbym ja
jej to dać do wypicia, ale tobie bardziej ufa i się nie skroi co
robimy.
- Ale jak to jej podać ? -zapytała z niepokojem
- Sora ostatnio ma fazę na bażanty, wystarczy że wylejesz to na jej
bażanta i wszystko będzie dobrze. Resztę zostawiam tobie, muszę iść do
Lii, jutro wyruszamy. Powodzenia mała... sory, Luna.
Pobiegłem szybko do obozu. Akuna nie może zobaczyć mnie z Luną. Jak
tylko wszedłem zobaczyłem Lii. Podszedłem do niej i zapytałem
- Sora już wrócił z łupem ?
- Nie jeszcze nie. - odparła
- Jak wróci to najedz się i idź spać, musisz odpocząć przed jutrem
- A ty ?
- Ja też odpocznę, ale najpierw poczekam z tobą na resztę.
- Dzięki - powiedziała do mnie
(Lii co było potem ? Luna co zrobisz dalej ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz