Dobra, dzisiejszy dzień był co najmniej dziwny. Najpierw zostałam
niemalże zabita, potem ocknęłam się dość dziwnej sytuacji. To Akuna
leżała obok mnie nieprzytomna . Na szczęście szybko doszła do siebie.
Potem Sea każe nam uciekać, nie wiem do końca dlaczego, ale jeszcze
półprzytomna posłuchałam go i zwiałam z Akuną do Obozu. Co ciekawe nikt
się nie dowiedział o moich nocnych przygodach, bo Lia okazała się jakimś
słonecznym wilkiem, z jakiegoś tam klanu. Sprawdzili to każąc jej
płakać na starego kwiatka, okej…. Nie wiem czy to kwestia mojego
wycieńczenia, czy to jednak działo to się naprawdę. Ale w sumie to
dobrze. Nikt nawet nie pytał dlaczego pierwsze co zrobiłam po wejściu do
Obozu, to pójście spać, ani dlaczego z nikim nie rozmawiałam. Po prostu
mam święty spokój. Chociaż chciało by się komuś wygadać, ale nie, nie
będę sprawiać kłopotu. Niech się zajmą Lią, ona teraz przeżywa szok, w
końcu jest super wilkiem i biedaczka nie może się pozbierać- pomyślałam
sarkastycznie. Szczerze nie wiedziałam dlaczego byłam tak zła w końcu to
nie jej wina, że jest wyjątkowa. Wzięłam głęboki wdech. Muszę się
ogarnąć, pójść gdzieś, gdzie mnie nikt nie znajdzie. Zastanowiłam się
przez chwilę. Gdzie by tu iść? Nagle mnie olśniło- Kraina polarnych
świateł! Tam nikt mnie nie będzie szukał, chociaż i tak nikt pewnie
nawet nie zauważy mojej nieobecności- pomyślałam gorzko. Naprawdę muszę
przemyśleć parę spraw, inaczej zwyczajnie zwariuje. Więc ruszyłam na
zachód. Było późne popołudnie, słońce już powoli chyliło się ku
zachodowi. Szłam przez las. Śnieg delikatnie prószył, pokrywał powoli
wiekowe drzewa Gwieździstego lasu. Usłyszałam żałosne krakanie kruka,
nie lubię tych ptaków, zawsze jakby w żałobie, obwieszczają całemu
światu swój smętny nastrój. Ja nie lubię się tak wyżalać, wolę
pocierpieć w samotności, nie martwiąc innych. Nie lubię też zimy, ale to
już chyba normalne- teraz trudniej o jedzenie, szybciej zapada mrok, a
drzewa wyglądają po prostu żałośnie bez swych liści. Gdzieś tam w głębi
czułam, że jest jeszcze inny powód i wcale nie chodzi mróz, czy śnieg.
To coś innego. Próbowałam wygrzebać z pamięci co to było, niestety bez
żadnego skutku. Czyli żeby się tego dowiedzieć muszę czekać. Kolejna
rzecz na którą muszę czekać, normalnie super. A czas jest kapryśny,
kiedy chcemy by płynął szybciej, on jeszcze zwalnia, a kiedy chcemy by
płynął wolniej, przyśpiesza. I tak będąc głową w chmurach dotarłam do
celu. Kraina Polarnych Świateł była swego rodzaju równiną, z trzech
stron otoczoną górami, których wierzchołki ginęły w chmurach. Słońce już
prawie całkowicie zaszło, świat zaczął spowijać mrok. Szczerze nie wiem
nawet dlaczego zwracam tak uwagę na to, co mnie otacza. Inne wilki
interesuje raczej wszystko, tylko nie ładne widoki, zachody słońca,
magiczne noce… i w taki sposób wróciłam do rozmyślań. Miałam trochę
rzeczy do przemyślenia, dzisiaj wydarzyło się maksymalnie dużo rzeczy.
Podsumowujmy to: ktoś chce mnie zabić, w dodatku w tym celu jest zdolny
do wszystkiego, Lia jest kimś niezwykłym, wataha się teraz się na niej
skupi, więc mogę nawet spokojnie spędzić tu noc, nie przejmując się, że
ktoś zacznie mnie szukać. Aktualnie same pozytywne myśli- pomyślałam z
przekąsem. Tymczasem rozejrzałam się. Śnieg ciągle padał, ale teraz już
zdecydowanie gęściej. Coś przykuło moją uwagę, nie wiem co to było.
Miało sylwetkę wilka, ale nie wyglądało, jakby to ująć, cieleśnie. Po
prostu wyglądał jak duch i szedł w moim kierunku. Nie wiem dlaczego, ale
nie cofnęłam się, nie uciekłam. Coś mi podpowiadało, że nie ma się
czego bać. I z nieznanych mi dotąd przyczyn, posłuchałam tego „czegoś”.
Po chwili był już blisko, zatrzymał się. Spojrzał mi prosto w oczy,
uśmiechał się do mnie. Teraz już kompletnie nic nie rozumiem.
-Nic się nie zmieniłaś- powiedział, spokojnym i przyjacielskim tonem.- nie poznajesz mnie, prawda?
Jednak było inaczej. Przyjrzałam mu się dokładnie, moje serce
przyspieszyło. To był on, mój tajemniczy obrońca. Wtedy tuż przed utratą
pamięci, moje pierwsze wspomnienia które mi wróciły. Myśli miałam teraz
kompletnie chaotyczne, nagle zrozumiałam wszystko, no.. może nie do
końca.
-Poznaje cię, to ty wtedy skoczyłeś na tego czarnego wilka który
mnie atakował- rzekłam z udawanym spokojem- ale nie rozumiem tu paru
rzeczy. A mianowicie: Dlaczego teraz jesteś taki, hm.. przezroczysty? I o
co chodzi z tym wilkiem, ogółem możesz mi to wytłumaczyć?
-Nie mogę ci wszystkiego opowiedzieć, to długa historia, a ja mam
coraz mniej czasu. Najpierw sprawy najważniejsze- tu zerknął na mnie-
czyli parę wyjaśnień. Nie zauważyłaś przypadkiem, że jak na wilka lodu
nie lubisz zimy? I jakoś nie używasz swej mocy, na razie użyłaś jej
tylko raz, prawda? Wtedy na rzece… to nie było tak jak ci się wydawało.
To byłem ja. Jestem wilkiem lodu i mam dodatkowo pewną dziwną
umiejętność- potrafię używać swych mocy nawet tam, gdzie mnie nie ma.
Wystarczy, że jest tam ktoś mi bliski.- tu zrobił krótką przerwę.
Teraz chociaż wiadomo dlaczego nie używałam mojej mocy- po prostu
jej nie miałam, w sytuacjach zagrożenia zmieniałam się w cień, to mi
wystarczało.
-Teraz jeszcze krótkie wyjaśnienie mojej postaci. Nie mogłem do
ciebie przyjść w mojej prawdziwej postaci, a muszę ci te parę spraw
przekazać, to kwestia życia i śmierci.
-A gdzie ty jesteś? Znaczy twoje, yyy… ciało?- nie wiedziałam jak to ująć.
-Nie mogę ci powiedzieć, podobnie jak nie mogę ci powiedzieć kim
jest twój prześladowca.- rzekł, miał smutny głos- Ale mogę dać ci pewną
wskazówkę- twoją mocą nie jest lód, ale coś silniejszego i tu znowu nie
mogę ci powiedzieć co, sama musisz do tego dojść.
-Nie rozumiem, dlaczego nie możesz mi tak wielu rzeczy powiedzieć?- przerwałam mu.
On tylko spuścił głowę, ale mówił dalej:
-Musisz jak najszybciej znaleźć swoją moc, swój żywioł. Od tego
zależy twoje życie, a raczej jego długość. To wszystko co mogę ci
powiedzieć. I pamiętaj o jeszcze jednym- nie mów nikomu o naszym
spotkaniu, to co robię nie jest do końca bezpieczne, nikt po za nami nie
może się o nim dowiedzieć. Staraj się o tym nie myśleć, są wilki które z
łatwością mogą odczytać twe myśli. Ja już muszę iść, wrócę jeszcze,
przynajmniej będę się starał…
Nie dokończył, rozpłynął się w powietrzu, a raczej śniegu. To było
niezwykłe, śnieg zawirował jakby pod podmuchem wiatru. Kiedy opadł, mego
przyjaciela już nie było. Teraz miałam jeszcze więcej spraw do
przemyślenia. I szczerze się cieszyłam, że Lia właśnie teraz przekonała
się o swojej wyjątkowości- dzięki temu zamaskuje moją tajemnicę, w
najgorszym wypadku pomyślą, że jestem o nią zazdrosna. Pozostało mi
tylko znaleźć swój żywioł…
<Napiszę jeszcze o znalezieniu tego żywiołu, teraz proszę Akunę,
by napisała opko, o tym co się dzieje pod moją nieobecność w watasze. I
proszę by mnie nikt nie odnalazł- muszę się namyśleć itd.>