czwartek, 19 marca 2015

Od Seaborne

Rzuciłem się za nią do rzeki. Wpadłem do cholernie zimnej wody. Wziąłem ją na plecy. Płynąłem, ale miałem 1 łapę jeszcze nie do końca. Starałem się płynąć ale przegrywałem.

Dopłynąłem do brzegu. Położyłem Kone na trawie.
<Konana?>

Od Konany C.D Sea (wiedziałam że tak będzie xD)

 (Muza w tle <3)

No cóż...to mnie nieźle zszokowało...ale i ucieszyło. Wtuliłam się w jego futro.
- Ja ciebie też kocham...chodźmy już.
Ruszyliśmy w stronę obozu. Szłam u jego boku...było tak cudownie...i wtedy coś się popsuło. Zastrzygłam uszami.
- To niemożliwe...DWUNOGI TU SĄ!
- C..CO!?
- NO TAK!
Zaczęłam biec do obozu, ale Sea mnie zatrzymał.
- To zbyt niebezpieczne!
- Musimy ostrzec watahę!
Zaczęłam biec, a on mnie gonił. I wtedy usłyszałam huk i poczułam cholerny ból w boku. Wpadłam do rwącej rzeki. Sea biegł za mną a potem...urwał mi się film...

(Muza w tle, słuchać od minuty 2:33)

Obudziłam się nie wiem gdzie...w jakimś miejscu nad rzeką...w mojego boku lała się krew. Nade mną stał Sea.
- Sea...borne...?
- Konana nie odchodź...proszę cię!
- Spoko...jeszcze...SSS...jeszcze żyje...
Położył się obok mnie...nwm kiedy zasnęłam...

<Sea? BRAK-WENY .3.>

Od Seaborne do Konany

(Muza w tle)

Ściemniało się.
- Może... gdzieś się przejdziemy? - zapytałem
- Dobrze
Poszliśmy do Zatoki Gwieździstych Wodospadów.
Było ciemno i pięknie.
- Konana... bo ja... Cię Kocham...
<Konana?>

Od Konany

Położyłam mu łapę na ramieniu.
- Posłuchaj...chcę znać prawdę, i tylko prawdę. Gadaj.

<Sea? BRAK WENY xD>

Od Seaborne


Spadałem... Nagle poczułem okropny ból na plecach. Po chwili przybiegła Kona we łzach. 
- Sea! - krzyknęła
- Żyje... Żyje... - wymamrotałem
I nagle... Konana... ona mnie przytuliła?! .-.
Jakoś zawlekli mnie do obozu. Z opatrzonym skrzydłem, ranami i łapą usiadłem na dworze.
--------Tydzień później-----------
Wróciłem do siebie. Chodziłem już normalnie, lekko utykałem i nie mogłem latać. Unikałem Konany od dłuższego czasu. W końcu mnie złapała.
- Sea, ty ode mnie uciekasz?!
- Nie...no...bo... - Ehh... co tu gadać...- No... Tak...
- Czemu???
- No... chodzi o Something.... W tedy nad urwiskiem, pomogła mi. Zanim przybiegłaś... No ona chce żebym ci coś powiedział, ale ja nie wiem czy sam chcę...
- Mhm... Ale co?
- Bo... ja... znaczy ona... ja... - nie umiałem tego wydusić 
Dobra... Przyznaję... Lubie ją, nawet bardzo, ale nie moge jej tego... powiedzieć.
- Ehh... nie ważne... - odszedłem
Nie miałem odwagi jej tego...
<Konana?>

Od Konany C.D Sea

Nic nie mogłam zrobić...nic...po prostu spadł.
- SEA!

(tak, to oko Konany, i tak, ona płacze .3. )

Patrzyłam na niego tam. Leżał pół przytomny, ale jeszcze oddychał.
- Sea? Sea żyjesz mi tam?!

<Seaborne? Brak weny .3.>

środa, 18 marca 2015

Od Seaborne - Śmierć? Czy nie śmierć?

Szedłem w dół rzeki gdy zobaczyłem Konę.
- Hej, Sea! Co robisz? - zapytała
- Nic... Tak sobie łażę...
Nagle usłyszeliśmy dźwięk. Nagle zza zarośli wybiegły jakieś... Dwunogi?!
- Wiać! Już! - wrzasnąłem
Uciekliśmy do lasu. W biegu Kona wysapała:
- Co... Co to jest?!
- Dwunogi!
Chciałem odlecieć lecz padł strzał i dostałem w skrzydło.
- Sss...
Nagle ziemia się zapadła. Wpadliśmy w przepaść. Złapałem się za gałąź a Kona mi za ogon.
- Nie utlzyma nas - Powiedziałem trzymając gałąź w zębach - idlz Kona!
- Nie zostawię cie tu!
- Poradzle sobie! Idz!
Wadera niepewnie zaczęła wspinać się mi po grzbiecie.
- Sea! Chodź! Daj łapę!
Próbowałem sięgnąć do niej lecz gałąź pękła. Runąłem w dół.


<Konana?>
P.S. Nie wyrzucaj Sei z bloga (On przeżyje) 

wtorek, 17 marca 2015

Odchodzi

Przez te durną kłótnie Luna odchodzi... [*]
White Wolf by pex777
Nie chciałam by do tego doszło...
Ale cóż...mówi się trudno...
W sumie to częściowo moja wina...
No...to do zobaczenia. Mam nadzieje że kiedyś do nas wrócisz ;)
      

Od Akuny

Ten wielki basior zbliżał się do nas. Luna miała walczyć sama z nim. Byłyśmy gotowe na walkę. Nie przypuszczałam że on jest taki szybki. Podleciał do mnie i jednym ruchem powalił mnie na ziemię, a następnie się wycofał. Luna przyjęła pozycję obronną. Niestety na nic się to nie zdało. Została tak samo szybko jak ja powalona. Kiedy próbowałam się podnieść doskoczył znowu do mnie. Tym razem próbowałam się bronić. Spostrzegłam że Luna się podnosi, postanowiłam zająć go dopóki ona się nie otrząśnie. Był oszołomiony kiedy Luna powaliła go od tyłu, miałyśmy chwilę żeby uciec. Zaczęłyśmy uciekać, niestety nasze wysiłki były daremne. Wilk zagonił nas pod skalną ścinę. Nie miałyśmy jak uciec. Luna w pewnym momencie mnie dotknęła, poczułam jak siły zaczynają do mnie wracać. Basior patrzył się na nas, już miał się na mnie rzucić kiedy Luna wleciała między nas. W rezultacie ona odniosła obrażenia a nie ja. Myślałam że to już mój koniec, kiedy nagle usłyszałam czyjś głos
- Dasz rade, otwórz się na mnie a ci pomogę - powiedział głos w mojej głowie
"Otwórz się na mnie" ? Co to ma znaczyć ? Nie ważne, spróbuję. - myślałam intensywnie. Zamknęłam oczy, poczułam jakby coś siedziało we mnie i nie mogło wyjść. W tej samej sekundzie poczułam jak cała utracona moc i żywioły powracają.
- Nie ma za co - ten sam głos co wcześniej
Skupiłam się na basiorze. Poczułam jak przechodzi przeze mnie prąd. Poraziłam piorunem wilka, który upadł i prze chwile się nie ruszał. Nagle ogarnęła mnie ciemność, nie tyle co widziałam to raczej poczułam. Zrozumiałam że Luna się ocknęła i ukrywa nas w mroku. Następnie uciekłyśmy daleko od tamtego miejsca.
- Kto to był ? -zapytałam
- Nie wiem, ale był strasznie szybki - odpowiedziała mi Luna. - wróćmy do obozu, niedługo będzie świtać.
Obie poszłyśmy do obozu. Byłyśmy czujniejsze niż zazwyczaj. Nie wiedziałyśmy czy przypadkiem ten basior dalej się tu nie kręci. Na szczęście udało nam się dotrzeć bezpiecznie do obozu. Luna miała swój pokój koło mnie, więc zawsze szłyśmy razem. Pożegnałyśmy się i każda poszła do pokoju. Kiedy myślałam że nareszcie odpocznę, zobaczyłam jak pewien basior postanowił przespać się u mnie.
- Raven.... co ty tu kurde robisz ?- mówiłam z wielkim trudem by nie krzyczeć
- Aslan był sam. Popilnowałem go - odpowiedział podnosząc łeb do góry
- Ty sobie jaja robisz...
- Ja ? Czemu tak uważasz ? - drwił ze mnie
- To jest mój pokój - wrzasnęłam trochę za głośno
- Co tu się dzieje - powiedziała Luna, która pojawiła się za mną
- Hej Luna - powiedział Raven
- Hej Rav... co ty tu robisz ? Nie masz swojego pokoju ? - Luna była tak samo zdziwiona jak ja
- A no mam. Ale nie chciałem zostawiać tego młodego samego
- Możesz już sobie iść - powiedziałam najgrzeczniej jak tylko umiałam
- Już idę, tylko nie gryź - powiedział, ale się nie ruszył
No pięknie, muszę się go jakoś pozbyć. Poczułam prąd przechodzący mi po sierści. Długo nie musiałam czekać. Raven'a poraziłam nie wielką ilością elektryczności.
- No dobra już idę, tylko nie powtarzaj tego już. Mogłaś poprosić a nie mnie razić.
- Czyżbyś się gniewał ? - zapytała Luna
- Co ? Nie, no coś ty. Za takie coś ? Na was w życiu się nie pogniewam - powiedział i poszedł
- A szkoda - powiedziałam pod nosem, usłyszałam jak Luna się śmieje za mną - z czego się śmiejesz ? To nie jest śmieszne. Ciekawe co ty byś zrobiła, gdyby tobie tak wparował do pokoju.
- Poprawiacie mi humor. Wizę że bardzo się lubicie. Nie wiem co bym zrobiła, nigdy nikt nie wszedł mi do pokoju. - powiedziała i zaczęła się śmiać. Po chwili ja też się z nią śmiałam.
- Do zobaczenia później - powiedziałam Lunie
- Pa - odpowiedziała, dalej się śmiejąc
Weszłam do pokoju. Położyłam się koło Aslana, który od razu się we mnie wtulił. Zawsze tak robi. Jak miło znów być u siebie. Położyłam głowę koło głowy Aslana. Niedługo potem usnęłam.

(Ktoś?)
Akuna troszkę rozluźniła atmosferę...
~Powiedziała Konana

Co-Tu-Się-Dzieje? -.-

Do jasnej anielki, ja się pytam CO-TU-SIĘ-DZIEJE?
Proszę mi to wyjaśnić (najlepiej w komentarzach lub na chacie, bo w chwili obecnej doggi mi nie działa)
Nie dość że problemy z Krin'em to jeszcze wy .-.

poniedziałek, 16 marca 2015

Informacje

Poczułam się bardzo urażona i zbulwersowana opowiadaniem od Sory. Seaborne się tak nie zachowuje i nie masz prawa mówić o nim takich rzeczy. Na dziś usuwam to opowiadanie a jeżeli dalej będziesz tak postępował to ja już sobie porozmawiam z Konaną bo nie życzę sobie  takich słów o moim wilku.

Od Konany

Siedziałam sama na moście. Patrzyłam w rozświetloną wodę. Dotknęłam pazurem tafli wody, a ona zadrgała. Pojawił się w niej Seaborne. Obróciłam się. On faktycznie tam stał.
- Coś się stało?
- Wiesz...wiele słyszałam o wilkach które czasami wpadają w furię...ale jeszcze nigdy nie widziałam tego na oczy...

<Sea? Wena - Brak .-.>

Od Raven'a C.D Luna

- Długo na mnie czekasz ? - zapytałem
- Nie, zaledwie chwilkę - odparła - mam wszystko o co mnie prosiłeś. To jest kielich, należy do Akuny, a to mój.... naszyjnik - mówiła wyjmując po kolei rzeczy z worka
- To dobrze że wszystko już masz. Bardzo dobrze że wzięłaś kielich, przyda się i to bardzo.
Wziąłem wszystkie rzeczy od Luny, które przyniosła ze sobą. Kielich położyłem na ziemi, a do środka włożyłem naszyjnik. Zabrałem pióro od Horusa, które wcześniej sam sobie wyrwał, a następnie położyłem je koło kielicha.
- Podejdź bliżej, tylko nie krzycz - powiedziałem i przeciąłem jej kark swoimi pazurami.
Luna patrzyła się na mnie, nawet się nie poruszyła. Wziąłem kielich w pysk i zebrałem krew, która sączyła się z rany. Kiedy zebrało się tyle ile trzeba odstawiłem kielich na ziemię i polizałem ranę Lunie żeby szybciej się zagoiła.
- Teraz ty zrób to samo - powiedziałem do Luny
- Co ?
- No dawaj
Długo nie czekałem. Jej pazury zatopiły się w mojej szyi, a następnie zebrała krew do kielicha. Kiedy chciała polizać moją ranę powstrzymałem ją słowami "Nie, ona sama się zagoi szybciej niż myślisz".
Wziąłem pióro w łapę, nasączyłem dolną jego część krwią z kielicha i zacząłem rysować na ziemi. Kilkanaście razy musiałem powtarzać nasączanie, dopóki na ziemi nie narysowałem ogromnego pentagramu. Wyjąłem z worka rośliny. Mak położyłem w lewym dolnym ramieniu gwiazdy, jeżynę w prawym dolnym ramieniu, hiacynt w lewym górnym ,a orlik w prawym górnym ramieniu. Wilcze ziele umiejscowiłem w górnym ramieniu gwiazdy.
- Skąd wiesz gdzie to powinno być ?- zapytała mnie Luna
- Nie wiem, zakładam że jest dobrze - odparłem żartując
- Co ? Nie żartuj sobie ze mnie...
- No dobra, wybacz. Nie wiem co one symbolizują, ale wiem że tak powinny być ułożone. Odsuń się po za granice koła.
Kiedy Luna zrobiła to o co ją poprosiłem skupiłem się na ogniu, ale nie na tym normalnym. To co było narysowane krwią teraz płonęło niebieskim płomieniem. Rośliny w ramionach gwiazdy paliły się czarnym płomieniem, kiedy się wypaliły ich popiół unosił się w górze. Wszedłem w pentagram i podszedłem do kielicha. Kiedy podniosłem go do góry wszystko zniknęło, cały pentagram, popiół roślin. Wyglądało wszystko tak jakby nas tam nie było i nic się tam nie wydarzyło. Podszedłem z kielichem do Luny i usiadłem.
- Czy takie coś nie potrzebuje ofiary ? -zapytała mnie
- Żeby się udało to potrzebuje nawet dwóch
- To skąd je weźmiemy ?
- Już nie musimy...
- Jak to ? - Luna była co raz bardziej zdenerwowana
- My byliśmy tymi ofiarami... Zanim coś powiesz daj mi skończyć. Posiadam moc tymczasowej śmierci. Kiedy zanurzyłem swoje pazury w twojej szyi w tamtym momencie zginęłaś, a kiedy ty zrobiłaś to samo ze mną to ja zginąłem. Wystarczyło że przekazałem ci na tą chwilę trochę swojej mocy.
- Chyba rozumiem. Co teraz ?
- Teraz możesz wyjąć naszyjnik i jak chcesz to go zachowaj. Musisz wypić połowę, a resztę dać do wypicia Akunie. To właśnie odbuduje jej pieczęć i na jakiś czas pozwoli ci zapanować nad jej mrokiem. Mógłbym ja jej to dać do wypicia, ale tobie bardziej ufa i się nie skroi co robimy.
- Ale jak to jej podać ? -zapytała z niepokojem
- Sora ostatnio ma fazę na bażanty, wystarczy że wylejesz to na jej bażanta i wszystko będzie dobrze. Resztę zostawiam tobie, muszę iść do Lii, jutro wyruszamy. Powodzenia mała... sory, Luna.
Pobiegłem szybko do obozu. Akuna nie może zobaczyć mnie z Luną. Jak tylko wszedłem zobaczyłem Lii. Podszedłem do niej i zapytałem
- Sora już wrócił z łupem ?
- Nie jeszcze nie. - odparła
- Jak wróci to najedz się i idź spać, musisz odpocząć przed jutrem
- A ty ?
- Ja też odpocznę, ale najpierw poczekam z tobą na resztę.
- Dzięki - powiedziała do mnie


(Lii co było potem ? Luna co zrobisz dalej ?)

niedziela, 15 marca 2015

Od Luny do Raven'a

A więc czekałam w tym miejscu co wcześniej. Chwilę temu Shine poleciał po Ravena, to może chwilę potrwać. Po jakiś 10 minutach, dostrzegłam jasny punkt na niebie. Z czasem zaczął się powiększać i przybiera ć znany mi dobrze kształt. Chwilę potem mój towarzysz usiadł mi na ramieniu.
-Jakie wieści?- zapytałam.
-Macie się spotkać w Lesie Mroku, a i masz wziąć jeszcze 2 przedmioty: jeden należący do Akuny, drugi do ciebie.- odparł spokojnie mój towarzysz. A ja już myślałam, że na dziś koniec szukania. Teraz powinno być prościej, w końcu mam mniejszy teren do przeszukania.
-To ja pójdę do pokoju Akuny, znaczy chatki. Ach, nie wiem jak to nazwać, ogółem wiesz o co chodzi. Wezmę co potrzebujemy, zaczekasz na mnie?- zapytałam na koniec.
-Jasne, jakby co wołaj.- powiedziawszy to usiadł na gałęzi najbliższego drzewa. Ruszyłam w kierunku naszych domów. Ogółem ciężko je nazwać domami, prędzej domkami. Mój akurat sąsiaduje z domkiem Akuny. To dość praktyczne- często chodzimy razem na patrole, kiedy wracamy to nikogo nie budzimy. Najpierw ruszyłam w kierunku „chatki” mojej przyjaciółki. Tym razem zacznijmy od trudniejszego, tak dla odmiany. Nie był zbyt umeblowany, ogólnie prawie nic w nim nie było. Głównie jakieś skóry pod ścianą, pełniące funkcję łóżka. I jeszcze parę gratów, których po prostu nikomu się nie chciało wyrzucić. Rozejrzałam się, nie zobaczyłam nic co bym mogła wziąć. Żadnych błyskotek, ani rzeczy tego typu. Przecież jednej z tych skór nie wezmę, natychmiast by zauważyła jej brak. To musi być coś małego, nie rzucającego się w oczy. Obeszłam pokój. Nagle moją uwagę przykuł pewien przedmiot. A mianowicie prastary puchar, a raczej kielich. Zaśniedziały, pokryty pajęczynami. Teoretycznie należy do Akuny, nie? To, że by go od razu wyrzuciła, gdyby tylko wiedziała, że istnieje, to już kompletnie inna sprawa. Chwyciłam kielich i delikatnie włożyłam go do worka, który jakimś cudem pamiętałam wziąć. Ruszyłam raźno do mojego domu. Tu umeblowanie było dość podobne do „chaty” Akuny- parę skór pod ścianą i trochę gratów nie wiadomego pochodzenia. Na początek poszłam przejrzeć graty. Rozgrzebałam górę rzeczy różnych, w większości śmieci. Moją uwagę przykuł pewien wisiorek. Delikatnie chwyciłam go zębami i wyszłam na zewnątrz by mu się lepiej przyjrzeć. Musiał być okropnie stary, miał barwę starego złota, chociaż nie wierzę by był z niego wykonany. Miał ogółem okrągły kształt, z wygrawerowanym drzewem. A na tym drzewie, niby liście, przyczepione były zielone kryształki. Nie znam się na klejnotach, ale istnieje cień szansy, że to szmaragdy. Wisiorek mi się od razu spodobał i mimo, że widzę go 1 raz na oczy, zdecydowałam się na wzięcie właśnie jego. W końcu, od kiedy tu mieszkam jest mój, ale to, że o nim nie wiedziałam, to już inna historia. Zadowolona wyszłam z mego domu i ruszyłam ku miejscu gdzie zostawiłam Shine. Feniks ciągle na mnie czekał. Chwyciłam wygodniej worek i ruszyłam na południe. Szłam tak chwilę, miałam tylko nadzieję, że się nie spóźnię. W sumie nie umówiliśmy się na konkretną godzinę, więc nie mogę się spóźnić. Nie minęło 20 minut, a zagłębiłam się w otchłań Lasu Mroku. Mam z tym miejscem złe wspomnienia, kiedy byłam tu ostatnio, niemal zginęłam. Ale mus, to mus. Tylko dlaczego akurat tutaj? Mało dobrych miejsc na spotkanie w okolicy?
-A tak w ogóle, to gdzie konkretniej się mamy spotkać?- zapytałam mego towarzysza. Las Mroku to miejsce dość rozległe, wypadałoby wiedzieć coś więcej o miejscu spotkania.
-Nie wiem, ten wilk nic więcej nie powiedział- odparł Shine. Jeśli nie ma konkretnego miejsca, pozostało mi znaleźć jakiekolwiek i mieć nadzieję, że spotkam Ravena. Szłam jeszcze parę minut, potem przysiadłam pod jednym z drzew, kładąc bezcenny worek tuż obok mnie. Nie czekałam długo, już po chwili znajoma sylwetka Ravena zamajaczyła pomiędzy pniami drzew.
<Raven? Po co ci ta zielenina? I jest jakaś nadzieja, że zachowam naszyjnik? Spodobał mi się >

Od Seaborne - Meeega długie opo xD

Siedziałem sobie sam gdy nagle przyszedł Raven.
- A ty co tak nic nie robisz? - zaczął
- Bo lubię - odpowiedziałem sucho
- A czemuś ty taki smutny co???
- Zostaw mnie!
- Nie? - widać dobrze się bawił
- Nie mam teraz czasu na ciebie.
- Bo co? Znowu myślisz o tej swojej Sromething???
- Dość! - przygniotłem go do ziemi - nie masz prawa jej obrażać!
- Piesek stracił miłość życia i stał się EMO - drwił.
Czułem potworny gniew. Wiedziałem że muszę go opanować ale nie mogłem.
- Masz czelność?!
- Przestań jakaś głupia kundelica zakitrała ci we łbie. Założę się że to była jakaś chuda szkapa, bo co innego by ci się podobało? - Widać sprawiała mu radość moja złość.
Nagle moje oczy zapłonęły. Moje ciało zaczęło się zmieniać i powiększać.

Raven zaczął wiać a ja go goniłem oślepiony furią. Wbiegł do obozu.
- WIAAAAAAAAAAAAAAAAAAAĆ! - wrzasnął
- Że co??? - zdziwiła się Konana- O-M-G!
Wpadłem do obozu i uderzyłem Ravena. Walnął o skałę. Wszystkie wilki uciekały ale zatrzymały się przy ścianie ze skały.
- Seaborne! Stój! Nie! - krzyczała Lia
- To my! - wrzasnęła Luna
- Sea!- krzyczał Sora
Nic z tego nie słyszałem. Widziałem tylko jak ruszają pyskami nic więcej. Już miałem je zabić gdy na głowę skoczyła mi Konana. 
- Seaborne! 
Tylko jej słowa usłyszałem. Po głowie krążyło mi tylko "Seaborne". Przed oczami zrobiło mi się czarno. Upadłem. Otworzyłem oczy. Znów byłem normalny. Leżałem na ziemi i z trudem łapałem oddech. Przyszedł Raven. 
- R...ave...n nie rób tego więc..ej - wydusiłem
Wilk przytaknął. Wstałem i otrzepałem się. Ruszyliśmy w stronę domu. Usiadłem na skale a po chwili przybiegły Lia, Luna, Akuna i Konana.
- Sea? - zaczęła Lia
- Dla czego nie słuchałeś jak krzyczałyśmy... tylko Konany? - wtrąciła Luna
- Kiedyś... Kiedyś też tak było, wpadłem w furię. Niszczyłem wiele, lecz nagle usłyszałem Something. Powiedziała "Sea! Przestań!" I tylko to usłyszałem, a potem zemdlałem - jak dziś. Od tamtej pory musiałem nauczyć się panować nad gniewem. Słyszałem tylko Somet i nikogo więcej. Ale to czemu usłyszałem Konanę to jest dziwne...

<Ktoś?>

sobota, 14 marca 2015

Ankieta zamknięta

Wyszło że ja mam zdecydować.
No i sorry, ale ja się nie zgadzam :3
Sprawa oficjalnie zamknięta! xD

Od Raven'a C.D Luna i Lia

Musiałem się zastanowić, nie mogłem podjąć zbyt pochopnej decyzji. Na niebie spostrzegłem Shine. Nie wylądował, unosił się nad nami.
- Luna ma już wszystko. Czeka w obozie. - powiedział mi
- Wybacz Lii na chwilę - powiedziałem i odszedłem od niej, tak by nie mogła mnie usłyszeć
- Powiedz Lunie żeby wzięła coś co należy do niej i coś do jest Akuny. Spotkamy się w Lesie Mroku.
Shine wzbił się w powietrze i poleciał z powrotem do Luny, a ja wróciłem do Lii
- Jutro wieczorem powinniśmy wyruszyć, więc oszczędzaj siły.
- No dobra - odpowiedziała - zobaczymy się jeszcze potem ?
- Sądzę że tak
Odszedłem i udałem się do Ciernistej Przełęczy. Rozejrzałem się i od razu wyczułem zapach wilczego ziela. Zerwałem go i zawyłem. Horus pojawił się na niebie, zleciał na dół i stanął na przeciwko mnie.
- Gdzieś tyle był ? Mam do ciebie sprawę - wykrzyczałem to wszystko
Wyrwał ze skrzydła jedno pióro i dał mi je. Stanąłem jak wryty, nie wiedziałem skąd wiedział że to mi jest potrzebne.
- Wiem co chcesz zrobić więc od razu daje.
- Yyy.... ok, nie wnikam skąd wiedziałeś.
Ruszyliśmy do Lasu Mroku. Po drodze zobaczyłem Akunę i Aslana jak obserwowali polowania Sory. Luna nie będzie się musiała tłumaczyć gdyby Akuna ja zobaczyła, bo ona jest tu. Po drodze spostrzegłem See, ale nie zauważył mnie. Szedłem dalej aż do początku lasu. Dałem wilcze ziele Horusowi, może działać jak narkotyk ale nie musi, dlatego postanowiłem dać mu to. Tylko na wilki to działa. Wszedłem w głąb tego lasu. Było tu ciemno, ale nie tak ciemno jak w nocy. Szedłem między drzewami. W oddali spostrzegłem Lunę, koło niej leżał worek.

(Luna ? Co postanowiłaś wybrać za rzeczy i co robiłaś aż do naszego spotkania?)

Od Lii do Raven'a

Zapatrzyłam się w dal zamykając oczy. Nie słyszałam wtedy co mówił Raven. I znowu zaczęłam świecić na złoto. W końcu to czarny most.
- Lia?...Lia? - zaczął denerwować się Raven.
Wtedy usłyszałam jego słowa i otworzyłam oczy.
- O cześć! Długo tu jesteś?
- Odkąd świecisz. I mówiłem, że pójdę z tobą.
- Naprawdę? Dzięki! - rzuciłam mu się na szyję.
Uznałam, że moje zachowanie jest niestosowne.
- Sorki - wyprostowałam się.
- Spoko, a na czym polega wyprawa?
- Muszę dotrzeć do Krainy Słońca ponieważ tam odbędzie się konkurs na Księżniczkę słońca i skoro już pochodzę z tego rodu to muszę zabrać w nim udział. Tylko żeby tam dojść trzeba udać się do Tunelu mroku, a tam przedostać się do tunelu słońca. Tylko, że dostępu pilnują smoki mroku. Dalej muszę zebrać wszystko na konkurs znaleźć dla nas nocleg, a po drodze napotkamy inne wilki, watahy i niebezpieczeństwa. Dlatego potrzebuję twojej pomocy. Przy konkursie mam nadzieję, że mi pomożesz w zadaniach. Muszę przyjść tam z kimś, ponieważ musimy odtańczyć taniec słońca, aby zadowolić królową i tak każdy musi. - odpowiedziałam
- Woow, chwilaaa! Ja mam tańczyć?
Przytaknęłam.
- No dobra tylko nie za długo.
- Jej! Kiedy wyruszamy?

<Raven?>

Od Luny do Raven'a


Ruszyłam więc z Shin’em na poszukiwanie roślin. Od czego zacząć? Chyba najlepiej będzie, jeśli najpierw wykryje coś, w co by można było włożyć rośliny, kiedy już je znajdę. I tu mamy kłopot, co by się do tego nadawało? Nie znam się na roślinach, wolę nie trzymać ich bezpośrednio w pysku. Ruszyłam do obozu, może tam coś znajdę. Niestety do tego lasu nie chodzą ludzie, nie zwinę żadnemu grzybiarzowi koszyka. Chociaż ciekawe co by zrobił, zbiera se spokojnie grzybki, a tu nagle podchodzi biały wilk i zabiera mu koszyk. Zachichotałam pod nosem, mina człowieka byłaby bezcenna. W tym czasie dotarłam już do Obozu, nikogo nie było. Ostatnio ciągle nikogo nie ma, wszyscy gdzieś chodzą. Zajrzałam do wszystkich domów, bezskutecznie. Nawet w tych najbardziej zawalonych nie było tego co szukałam. Pięknie, nie zaczęłam nawet szukać tych ziół, a już coś mi nie wychodzi. Ja to mam szczęście! Już kiedy miałam się poddać, znalazłam pod ścianą worek. Trąciłam go łapą, płócienny, pamiętający lepsze czasy. Ale lepszy rydz, niż nic. Wzięłam worek do pyska i ruszyłam ku Gwiezdnemu lasu. Shine przysiadł mi na ramieniu. Powtórzyłam sobie w myślach nazwy roślin które muszę znaleźć: orlik, mak, hiacynt i jeżyna. Od czego by tu zacząć?
-Czego szukamy?- zapytał mój towarzysz. Dobre pytanie… zacznijmy od czegoś prostego.
-Na początek jeżyna, taki mały krzak. Liście jak u pokrzywy, granatowo fioletowe owoce, z wyglądu przypominające maliny.- wyjaśniłam na wszelki wypadek.
-To ja też będę się rozglądał, co dwie pary oczu to nie jedna!- skończywszy, pochylił się i zaczął z uwagą oglądać bogatą roślinność podszycia. Jak na złość, niegdzie nie było widać żadnych jeżyn. Czerwone poziomki, miękki mech, granatowe jagody, ogromne, zielone paprocie, wszystko, tylko nie to czego akurat szukam. Nie rozmawiałam z mym towarzyszem, a to głównie dlatego, że ciężko się mówi trzymając worek w pysku. W końcu coś zobaczyłam kontem oka i, nareszcie, znalazłam upragnioną zieleninę. Wyrwałam cały krzew i wrzuciłam go do worka. Na szczęście, znalazłam dość młodą jeżynę, nie mogłam wyrzucić żadnej części, bo Raven nie powiedział czego konkretnie potrzebuje, owoców, liści, czy może korzeni. Ruszyliśmy dalej.
-Co teraz?- zagadnął feniks. Kolejne dobre pytanie, co teraz?!
-Znajdźmy jakąś polanę, teraz musimy znaleźć parę kwiatów.
-A konkretnie?- dopytał się Shine. Przymrużyłam oczy w zamyśleniu.
-Mak, orlik i hiacynt. Z makiem powinno pójść szybko, kwiat o krwistoczerwonych płatkach. Orlik, również kwiat, 5 płatków ostro zakończonych, rośnie pojedynczo, różne kolory. A na koniec hiacynt, grube zielone liście, paręnaście kwiatów na jednej łodyżce. Kolor najczęściej fioletowy.- opisałam najdokładniej jak umiem i nie pytajcie, skąd to wiem. Najzwyczajniej wiem, po prostu. Po jakiś 3 minutach, naszym oczom ukazała się polana. Rozpoznałam ją, to ta sama gdzie spotkałam Aslana kiedy ożywiał kwiatka. Świetnie to pamiętam, w końcu wydarzyło się to niedawno. Shine wzleciał z mego ramienia i zaczął krążyć przy ziemi, w poszukiwaniu „naszych” roślin. Po chwili przyleciał i triumfalnie wrzucił do worka czerwonego maka. Pozostały jeszcze 2 kwiaty, nie jest źle. Ruszyłam na poszukiwania. Stokrotki, zawilce, wszystko tylko nie hiacynty i orliki. W końcu, znalazłam fioletowego hiacynta. Zadowolona postawiłam worek i zerwałam zdobycz. Teraz już tylko orlik. Szczęśliwa zaczęłam szukać z jeszcze większym zapałem, tylko 1 przeklęty kwiatek i spokój! Nie należę do wilków lubiących zbierać zieleninę, gdyby nie chodziło o Akunę, nie podjęłabym się tego zadania. Szukałam i szukałam, a upragnionego kwiatu nie widać. Mimo dużych wysiłków, ani ja, ani Shine, nie mogliśmy go wykryć. Polana była dość duża, jej dokładne przeszukanie trwało wieki. Ale po tych wiekach szukania, orlik został odnaleziony. Zwinnie go zerwałam i ukryłam w czeluściach worka. Zadanie wykonane, nareszcie! Nawet Shine, mimo, że należy do cierpliwych stworzeń, miał już dość zielska na dłuuugi czas. Podobnie zresztą jak ja.
-Shine, polecisz do Ravena i powiesz, że mamy już te nieszczęsne rośliny? Będę czekała na was w Obozie.
-Dobrze.- powiedział mój towarzysz i zerwał się do lotu. Na pewno woli to zadanie, niż szukanie roślinek. Przyśpieszyłam kroku, chciałam być przed Ravenem w Obozie. Po 15 minutach byłam już u celu. Przysiadłam na widoku, położyłam worek obok siebie i czekałam na basiora.

<Raven? Po co ci ta zielenina? I jak poszukiwania wilczego ziela? A może coś się wydarzy w drodze do Obozu? Któż to wie…>

piątek, 13 marca 2015

Od Raven'a do Lii

Zapowiada się niezła przygoda, ale... jest jedno ale. Co tu wybrać.
- Lii odpowiem ci później, muszę się zastanowić.
- Jasne, będę na Czarnym Moście
Musiałem pomyśleć nad pewnym problemem. Mam pilnować Akuny, nie mogę jej zostawić samej... znowu. Z chęcią bym się udał w podróż i jej pomógł. Z kimś takim jak ja będzie jej prościej. Znam wiele terenów. No kurde... pójdę z nią. Ale co mam zrobić z Akuną, to jest już problem. Horus będzie mi potrzebny, więc on odpada. Wiem... Luna mi pomoże. Ale jak ją znaleźć ? No tak, ja i ona mamy żywioł mroku. Mam jakąś zaćmę umysłu. Przywołałem mrok do siebie i powiedziałem :
- Mroku przybądź na me wołanie, niech me życzenie rozkazem się stanie. Białą waderę znaleźć muszę, szukanie jej to katusze.
Po tym jak wypowiedziałem zaklęcie na ziemi pojawiła się biała świecąca nić. Poszedłem za nią. Zaprowadziła mnie w głąb lasu. Po chwili linia zniknęła, a ja ujrzałem Lunę. Leżała pod drzewem w jego cieniu a obok niej leżał Shine. Właśnie a gdzie Horus ? Mniejsza z tym, znajdzie się. Podszedłem do niej bliżej.
-Hej Luna
- O, hej
- Możemy pogadać ? - zapytałem nie pewnie
- Oczywiście,a o co chodzi ?
- Chciałbym abyś zastąpiła mnie
- Ja ? Ale w czym ?
- Muszę opuścić na trochę watahę. Chciałbym żebyś przez ten czas popilnowała Akuny.
- Mogę to zrobić, ale co się stanie jeżeli straci kontrolę ?
- Już nad tym myślałem. Dam ci zaklęcie które ukoi jej mrok, a pieczęć nie zostanie zniszczona. Przed wyruszeniem odbuduję jej pieczęć. Nie powinna sprawiać problemów. Ale dla bezpieczeństwa znajdź mi kilka roślin : Aquilegia, Hyacinthus, Papaver rhoeas, Rubus fruticosus - już miałem powiedzieć ostatni składnik, gdy nagle zobaczyłem że Luna nie wie o co chodzi - dobra inaczej. To była łacina, widzę że nie rozumiesz, powiem normalnie teraz :Orlik, Hiacynt, Mak polny, Jeżyna. Miałem dać ci jeszcze jedną roślinę, ale sam się zajmę poszukiwaniem wilczego ziela.
- Ty znasz łacinę.... A po co to wszystko ?
- Zobaczysz
- Powinieneś zostać zielarzem
- Hmm... to robota nie dla mnie. Znam się na wielu rzeczach, to wymagania klanu. A jak będziesz mieć problem ze znalezieniem roślin, to poproś Aslana, jestem pewien że ci pomoże.
- No dobra, zapamiętam. To ja się wezmę chyba za szukanie. Jak wszystko znajdę to zawyję, albo Shine przyleci po ciebie.
Każdy ruszył w swoją stronę. Poszedłem od razu na Czarny Most, gdzie miała czekać na mnie Lia. Dotarłem na miejsce, po chwili zobaczyłem ją siedzącą. Podszedłem do niej
- Postanowiłem z tobą wyruszyć.

(Luna ? Gdzie znalazłaś rośliny ? / Lia ? Wytłumacz mi o co dokładnie chodzi w misji ?)

Od Lii

Wszyscy zaczęli zajmować się sobą. Skorzystałam i uciekłam. Przygnębiło mnie to, że należę do rodu. Okazało się iż muszę wybrać się w dwuosobową wędrówkę do Sitilami czyli krainy słońca. Miałam wybrać sama osobę, która mi będzie towarzyszyła. Nie wiedziałam kogo wybrać. Zapytałam się kolejnego dnia innych wilków.
Konana nie ma czasu. Pomyślałam o Ravenie.
Stwierdziłam iż co mi szkodzi. Zapytałam więc.
- A może ty Raven?
- Może ,a o co tam chodzi? - zapytał
Wyjaśniłam mu, że to niebezpieczne i krwawe.

<Raven?>

czwartek, 12 marca 2015

Eeem...Remis .-.

Remis w ankiecie .-.
LuL xD
Dobra! Zrobię drugą ankietę :D
Jej wynik rozstrzygnie o wszystkim :D 
Jest do jutra do 20 puntk xD

Od Aslana - Co on tu robi?

Czułem że ktoś kładzie się koło mnie w nocy. Pewnie to Akuna - pomyślałem. Zapadłem w głębszy sen. Śniło mi się że stoję nad rzeką, gdzieś głęboko w lesie. Wszystkie kwiaty wokół mnie były piękne i pachnące. Po drugiej stronie rzeki stały jakieś wilki. Na początku nie wiedziałem kto to. Dopiero po chwili zrozumiałem kto to jest. To byli moi rodzice. Wyglądali na szczęśliwych. Mama powiedziała do mnie :Kochamy cię i zawsze będziemy, jesteśmy z ciebie dumni że poradziłeś sobie sam. Znalazłeś nową rodzinę". Nie wiedziałem o co chodzi. Dopiero po słowach ojca wszystko zrozumiałem "Nigdy więcej już się nie zobaczymy, do tej pory mogliśmy ciebie obserwować i nakierowywać się. Od teraz musisz sam sobie poradzić. Możesz wybrać teraz co zrobisz,". Obejrzałem się i zobaczyłem całą watahę. Wszyscy byli szczęśliwi. Wiem o co chodzi. Mogę wrócić do watahy, ale nigdy nie zobaczę już rodziców lub przekroczę rzekę i na zawszę będę z rodzicami. Wtedy nie zobaczę się z żadnym z moich przyjaciół. "Ja już wybrałem" - odpowiedziałem im. Uśmiechnęli się do mnie i poszli w las. Stałem na brzegiem jeziora i patrzyłem w swoje odbicie. Zamiast szczeniaka zobaczyłem samego siebie, tyle że dorosłego. Gdybym odszedł z nimi to nigdy bym nie dorósł. Odwróciłem się i pobiegłem do miejsca gdzie siedziała moja rodzina, moja wataha.
Obudziłem się. Było jeszcze ciemno. Sam nie wiem ile spałem. Rozejrzałem się po pokoju. Nie byłem sam, tego byłem pewien. Dopiero po chwili zobaczyłem kto to... To Raven. Co on tu robi ? Więc to nie Akuna się kładła koło mnie tylko on. Ciekawe czego chce. Gdzie Akuna ? A no tak ma wartę. Raven otworzył oko.
- Młody kładź się spać. Nie zadawaj pytań. - powiedziawszy to zasnął
Nie wiedziałem co mam robić. Co on kombinuje.... Nie będę go budził i pytał. Położyłem się nie daleko niego. Nie będę czytał mu myśli, ostrzegł mnie przed ty. Kiedy pierwszy raz wszedłem do tego pokoju, panował tu bałagan, ale od kiedy mieszkam z Akuną to panuje tu porządek. Zaczęła sprzątać. Jestem pewny że jak wróci i zobaczy Raven'a to się zdenerwuje. Może do powrotu jej już go tu nie będzie. Dalej chce mi się spać. Chyba jednak pójdę spać.

(Akuna ? )

środa, 11 marca 2015

Ankieta!

Sora wpadł na pomysł, żeby towarzysze pisali opowiadania tak jak wilki - dlatego stworzyłam ankietę. Macie czas do jutra do RÓWNO dwudziestej!
 Sora, za super pomysł dostajesz +15 KS

A! No i każdy za super opa dostaje +40 KS!!! 
(oprócz Aslana - to jeszcze szczeniak xDDDD Jak dorośnie to mu dam xD)

Od Sory do Raven'a

Jest młodszy ode mnie, a wydaje się dużo silniejszy. "Nie oceniaj książki po okładce". Tyle że to nie książka a wilk. Chyba się denerwuje, mam nadzieję że nie pomyślał że lubię samców. Idziemy w ciszy i to długo... mógł tak pomyśleć. I co teraz ? Musze się odezwać. Ale jak zagadać do niego.
- Hej Raven, a może pomógł byś mi w polowaniach ?
- Co? No dobra, czemu nie.
Jakoś się udało.Ten ptak cały czas nad nim leci, ciekawe o czym myśli. Rozluźniłem się i skupiłem. Niestety niczego się nie dowiedziałem. Ten ptak myśli tylko o " to mój pan, muszę go strzec". Za dużo to on nie myśli. W myślach Raven'a nawet nie mam zamiaru czytać. Mam złe przeczucia co do czytania mu w myślach. Na razie spasuje. Zaprowadziłem go na mój teren łowiecki.
- Tu nie ma zwierzyny -powiedział Raven
- Tak wiem. Ale za nim coś powiesz to bądź cicho. Tym razem nie polujemy na sarny, borsuki ani nic z tych rzeczy. Zapolujemy na bażanty. Rzadko są tu, ale ostatnio widziałem sporą grupkę.
- I w czym ci jestem potrzebny ?
- Ktoś musi mi pomóc je zanieść, może nawet uda ci się jakiegoś złapać. A teraz przejdźmy do konkretów. Pomóż mi je wytropić. Jesteś związany z mrokiem, ięc to nic trudnego.
Raven popatrzył się na mnie jak na kretyna. Chwile postał i poszedł w las
-Chodź tam są - powiedział do mnie.
Zaraz do niego dołączyłem. Szliśmy chwilę przez las. Następnie ukryliśmy się w krzakach i obserwowaliśmy bażanty. Zaczailiśmy się i upolowaliśmy ich sześć. Ja wziąłem dwa, Raven także wziął dwa, a resztę zabrał Horus. Dotarliśmy do obozu. Nikogo nie było, chyba wszyscy spali jeszcze. Na pewno spali, bo nawet jeszcze nie zaczęło świtać. Raven popatrzył się na mnie, powiedział dobranoc i poszedł do pokoju spać. Tyle że nie do swojego. Zostawiłem zwierzynę i poszedłem za nim. Wszedł do pokoju Akuny i położył się przy Aslanie i zasnął.
- Hmmm.... ciekawe - powiedziałem sam do siebie.
Zdałem sobie sprawę że nie ma jego ptaka nigdzie. Ciekawe gdzie poleciał, a zresztą to nie mój ptak. Przynajmniej łup położył tam gdzie my. Nic nie było już do roboty, obowiązek swój już załatwiłem, więc poszedłem do pokoju spać.

(Akuna/Aslan ? Co zrobicie z Ravenem ?)

Od Raven'a - Towarzysz

Rozstałem się z Luną. Nie chciałem zabierać jej więcej czasu, miała warte. Pomyślałem ze jak ją zostawię to natknie się na Akune i jakoś wszystko się ułoży. Przynajmniej miałem nadzieję że tak będzie. Nie wiem gdzie szedłem, łapy same mnie prowadziły. Dotarłem do Krainy Polarnych Świateł. Sam nie wiem dlaczego tu przyszedłem. Coś mi tu nakazało przyjść. Coś przeleciało mi nad głową i wylądowało przede mną. Był to wielki biało-złoty orzeł.
- Jestem Horus i pragnę być twoim towarzyszem. - odezwał się do mnie ptak
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie spodziewałem się że on umie mówić.
- Dlaczego pragniesz być moim towarzyszem ?
- Jestem prezentem od Xerxesa
To już wszystko wiadome. On lubi mieć mnie na oku. Ale żeby od razu sprawiać mi taki prezent. Coś się szykuje. Muszę się dowiedzieć o co chodzi.
- Dlaczego ? I pytanie, jesteś szkolony?
- Tak jestem szkolony. Bo on wie co czujesz do Akuny, masz pełne prawo do niej ....
- Dość - przerwałem mu - jak chcesz być moim towarzyszem to musisz hamować się ze słowami.
- Dobrze zapamiętam to.
- Hej Raven, kto to jest ? - zapytał mnie Sora, który pojawił się nagle
- To mój towarzysz. A tak właściwie to co tu robisz ?
Czy on zawsze jest taki cichy ? Trzeba się pilnować. Nie wiadomo co może usłyszeć.
- O to fajnie. Prawie każdy ma swojego towarzysza. Akuna ma szczeniaka, ale jego się nie da zaliczyć do towarzyszy. Przyszedłem za tobą. Zobaczyłem jak idziesz sam.
- Rozumiem. Może wrócimy do obozu ?
- No dobra. Przynajmniej nie będę sam szedł.
- Horus ty też idziesz - rozkazałem ptakowi, który o dziwo się mnie słuchał.
Szliśmy w milczeniu. Jak idę z waderą w ciszy, to jest to zrozumiałe, ale jak idę z basiorem, który nic nie mówi, tylko ukradkiem się patrz na mnie to to już jest dziwne. Czuje się niezręcznie. Wolał bym żeby odezwał się słowem.

(Sora? Dawaj pomysł)

Od Akuny C.D Luna + Do Krina

Jak dobrze że między mną a Luną już wszystko dobrze. Mam nadzieje że więcej się nie pokłócimy. Mimo to że Luna nie powiedziała mi o co chodzi z Ravenem i o czym z nim rozmawiała to jakoś się tym nie przejmowałam. W pełni jej ufam. Każdy ma prawo mieć tajemnice. Księżyc wyszedł zza chmur i zrobiło się o wiele jaśniej.
- Czy ty nie lubisz Raven'a ? - pytanie zadała mi Luna
- E... Lubie, a z jednej strony nie cierpię go. Mam wrażenie że nie mówi mi całej prawdy.
- Rozumiem.
Byłam zdziwiona że takie wyjaśnienie jej wystarczyło. Nagle Luna mnie zaniepokoiła.
- Słyszałaś albo wyczułaś ?
- Ale co ? - byłam zdziwiona o co jej chodzi
- Serio nie czujesz? I nie słyszałaś tego ?
- Nic a nic.
-Ty lepiej współgrasz z nocą i mrokiem. Może faktycznie się mylę, albo coś się ze mną dzieje - odpowiedziała zmarnowana Luna
- Na mnie nie polegaj jak na razie - powiedziałam jej szczerze
- Co się stało ? - zapytała zaniepokojona Luna
- Nie mów tego nikomu, ale jakimś cudem straciłam kontakt z żywiołem i moc. Poradzę sobie o mnie się nie martw i tak masz pewnie więcej problemów na głowie.
- Jesteś moją przyjaciółką, poradzimy sobie z tym jakoś. Może jednak to sprawdzimy.
Poszłyśmy w stronę, którą wskazała Luna. Schowałyśmy się. Na początku nic nie widziałam, dopiero Luna wskazała mi basiora z długim ogonem pomiędzy drzewami. Był on biało-czarny.
- Może podejdziemy do niego ? - zapytała Luna
- Ale wiesz że działasz sama, ja mocy nie mam - przypomniałam jej
- Kurde. Faktycznie. Wiesz może wycofamy się ?
- Boisz się ? - zapytałam
- Nie, a ty ?
- A ja tak, jest straszny - odpowiedziałam jej szczerze
- Mówi to wadera z tatuażem na pysku i piórami lub czymś takiemu podobnemu na grzbiecie.
Już miałam jej odpowiedzieć kiedy spostrzegłam że, Luna spojrzała na mnie, a potem w jego stronę. Obróciłam się i zobaczyłam że on się patrzy na nas. Widziałam że Luna się Boi tak samo jak ja. żadna z nas nie mogła się ruszyć. Wyglądał na silnego. Nie musiałyśmy mówić nic, rozumiałyśmy się bez słów. Jednocześnie wycofałyśmy się. Basior zaczął iść w naszym kierunku.
- Luna ?
- Co ? - odpowiedziała po chwili
- Może uciekniemy ?
- Dobry pomysł
Zawróciłyśmy i pobiegłyśmy. Może to nie było z byt mądre, ale nie chciałam narażać Luny swoją bezradnością. żadna z nas go wcześniej nie widziała. Ciekawe kto to ? Biegłyśmy długo. Dotarłyśmy na miejsce polowań Sory. Było puste, nic dziwnego jest noc, niedługo zacznie świtać. Zza drzew wyłonił się ten sam basior.
- To są jakieś jaja - usłyszałam głos Luny
- Ja już siły nie mam, szybki jest.
- Musimy sobie jakoś poradzić jeżeli nas zaatakuje. - powiedziała Luna

(Krin ? Co było potem ?)

Od Luny do Ravena i Akuny

Okej, o co by tu zapytać. Taka okazja może się nie powtórzyć. W ciągu tej jednej rozmowy, dowiedziałam się zaskakująco wiele rzeczy. Wiem już kim jest mój prześladowca, oraz czym się kieruje. Dowiedziałam się też co nieco o moim rodzeństwie. Te informacje mogą okazać się bezcenne, a na razie, zaspokoją moją ciekawość. Przy okazji, ciekawe motto- „Tylko ci, którzy są gotowi na śmierć powinni mieć prawo zabijać”. Ciągle nie wiedziałam o co zapytać. Moje rozmyślania przerwało donośne wycie Konany. Zebranie, tylko w jakiej sprawie? Raźno ruszyłam z Ravenem w kierunku, skąd dobiegało wycie. Szybko tam doszliśmy. Byliśmy w komplecie, co ciekawe Akuna przyszła z Sorą. Zebranie odbyło się dość szybko, Konana tylko ogłosiła See generałem. Po chwili wszyscy się rozeszli w swoją stronę.
-To pytasz jeszcze o coś?- zagadnął Raven.
-Może kiedy indziej, teraz mi nic nie przychodzi do głowy.- odparłam. Mówiłam szczerze, za Chiny nie mogłam nic wykombinować. Normalnie w głowie mam całe kłębowisko pytań, a teraz jak na złość pustka.
-To jakby co wiesz gdzie mnie znaleźć- powiedział basior, widocznie chciał już iść, w sumie długo gadaliśmy, nie dziwie mu się.
-To do zobaczenia- pożegnałam się. Raven ruszył chyba w kierunku obozu, nie wiem konkretnie. Jakoś nie zwróciłam uwagi na to, w którym kierunku ruszył. Sama poszłam w tylko sobie znanym kierunku. Był już środek nocy, z pewnością grubo po północy. Byłam, jak to ostatnio mi się często zdarza, zatopiona w myślach. Mam o czym myśleć, nie przeczę. A teraz doszedł jeszcze temat mego „ochroniarza” jak to ujął Raven. Ciekawe kto nim jest… I nagle mnie olśniło. Zatrzymałam się, porażona własną głupotą. Jak mogłam się wcześniej nie domyślić? To takie oczywiste! Mój srebrzysto włosy obrońca, ten basior którego widziałam w Krainie polarnych świateł. To MUSI być on. To by wszystko wyjaśniało… Dlatego mi nie mógł tylu rzeczy powiedzieć, to właśnie dlatego mnie wtedy obronił. Wszystko się złożyło w logiczną całość. A przynajmniej prawie wszystko. Nie żebym wiedziała czego brakuje, ale to by było zwyczajnie zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Tymczasem już prawie dotarłam na miejsce, jeszcze chwila a postawie łapy w Księżycowej puszczy. Nie wiem dlaczego akurat tutaj, tak jakoś zapragnęłam tu przyjść. Najprawdopodobniej to wina tego, że obudziłam się właśnie tutaj po mojej utracie pamięci. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Ten tępy ból głowy i kompletną pustkę… A potem strach, kiedy zobaczyłam mego prześladowcę, umorusanego krwią. A potem ta ucieczka i niespodziewane ocalenie. Tak, to on musi być moim ochroniarzem, świetnie pasuje do tej funkcji. I pamiętam jak to powiedział- „Moje czary mogą działać praktycznie wszędzie, jeśli jest tam chociaż 1 osoba na której naprawdę mi zależy…”, czy jakoś tak. Ogółem sens jest taki. Czyli muszę coś dla niego znaczyć, ciekawe… Tymczasem zobaczyłam już drzewa pradawnej puszczy, skąpane w blasku księżyca. Pora znaleźć miejsce w którym się przebudziłam. Teraz puszcza wyglądała dziwnie, a może nawet trochę strasznie. Wyobraźnia znowu pracowała na pełnych obrotach, jak wtedy w Mrocznym lesie. Znowu za każdym drzewem ktoś się czaił. To przeklęte uczucie nie dawało mi spokoju. Kiedy chmury przykryły na chwilę księżyc, uczucie wzrosło na sile. Tylko z tą małą różnicą, że nie byłam już tylko wystraszona. Teraz zaczynałam być zła, strach powoli ustępował miejsca furii. Nie wiem nawet skąd się brała, byłam zwyczajnie zła. Poczułam ciepło energii w łapach, to przyjemne uczucie. To mnie uspokoiło. Energia to niezwykły żywioł, może przywrócić życie, albo je odebrać. Taka nienamacalna, ale silna. Nic nie narzuca, można jej użyć na wiele sposobów. Poczułam nagłą chęć wypróbowania jej. Zobaczenia, co potrafię. Wzięłam głęboki wdech, skupiłam się na całej energii jaką mam w sobie. Spróbowałam wyobrazić ją sobie jako coś cielesnego, namacalnego. Tak jak wtedy, kiedy ratowałam Shina. Nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Drugi raz wciągu jednej nocy poczułam się jak największa idiotka. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam?! Harwes również miał żywioł energię. Wtedy byłam zbyt podniecona znalezieniem mojego żywiołu, nie zwróciłam uwagi na coś tak oczywistego. Niepokojące, żeby tak stracić głowę? Muszę się wystrzegać takich sytuacji, a zwłaszcza teraz- kiedy mam już dość kłopotów. W dodatku ten demon Akuny… ach nie wyrabiam. Za dużo tego wszystkiego. Kiedy to się skończy? Kiedy wreszcie będę miała spokój? Nagle usłyszałam trzask gałęzi, już po raz 2 wyrwał mnie z rozmyślań. Ostatnio był to mój wróg, ciekawe kogo teraz spotkam? Ruszyłam w kierunku, skąd dochodził ten hałas. Ze zdziwienia odebrało mi mowę, jej tu się akurat nie spodziewałam. To była Akuna. Ostatnio się trochę poprztykałyśmy, tak bez żadnego powodu. Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu, żadna nie wiedziała co powiedzieć. Ciekawe jak długo mnie obserwuje?
-Sorki za tamto, nie wiem co we mnie wstąpiło- odezwała się pierwsza Akuna. To mnie zbiło z tropu, nie spodziewałam się przeprosin.
-To zgoda?- zapytałam dla upewnienia. Byłam jeszcze nieco zszokowana.
-Jasne- odparła wadera z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech. Wszystko szło jak po maśle.
-Idziemy na obchód? Mamy dzisiaj wartę…- przypomniała mi.
-Ach tak, zapomniałam kompletnie. To może zrobimy ten obchód i trochę pogadamy?- zaproponowałam. Przyjemne z pożytecznym.
-Dobry pomysł- stwierdziła moja przyjaciółka.

<Akuna? Ktoś nowy doszedł do watahy, czemu niby mamy go nie spotkać? ;) Albo też ktoś inny… Ach ten obchód musi przynieść coś ciekawego, ja to czuje :D>

wtorek, 10 marca 2015

Nowy!

O to Krin!
Ciekawostka? Zakochany w naszej Aaaalphieee :3

Od Akuny C.D Sora

- Czemu się zatrzymałaś ? - zapytał mnie Sora
- Słyszysz ?
- Tak. To zebranie. Chodźmy szybko.
Dotarliśmy na zebranie, które Konana zwołała. Na zebraniu byli wszyscy. Nie trwało to długo. Po zebraniu przeszłam się jeszcze z Sorą. Dotarliśmy na miejsce w którym zawsze rozstawałam się z Luną, tyle że jej dzisiaj nie ma ze mną.Pożegnałam się z Sorą i poszłam na obchód. Księżyc powoli wznosił się na ciemne niebo. Nie było prawie żadnej chmurki, a gwiazdy dzisiaj były wyjątkowo piękne. Szłam sama przez już teraz ciemny las. Gdzieś w oddali było słychać sowę. Myślałam o dzisiejszym zebraniu Konany. Zaskoczyła mnie swoją decyzją. Przyjaciele wydawali mi się tacy obcy. Aslan się mnie obawia, Luna ze mną nie gada, Raven'a nie cierpię, a Luna, Sea, Elsa i Konana o niczym nie wiedzą. Wszyscy zachowywali się przed resztą watahy jakby nic się nie stało. Co jest ze mną nie tak? Raven nic nigdy nie chciał mi powiedzieć. Jestem ciekawa czy Lunie coś powiedział. Dotarłam na swoje ulubione miejsce, gdzie zawsze siedziałam pod czas warty. Dobrze wszystko stąd widziałam,a najlepsze było to że mnie nikt nie widzi. Zaczęło robić się coraz ciemniej. Księżyc schował schował się za chmurami, które dopiero teraz się pojawiły. Ciekawe czy będzie padać...
- Nie chcę być już sama - powiedziałam sama do siebie
Wiedziałam że nikt mi nie odpowie. Nie chciałam czuć się samotna. Zawsze wiedziałam że jak zawyje Luna przybędzie, teraz nie byłam już niczego pewna. Dzisiaj otuchy dotrzymał mi tylko Sora, za co jestem mu wdzięczna. Postanowiłam się ruszyć. Poszłam na zwiad przy granicach, a następnie w głąb terytorium. Nie wiedziałam co się dzieje, nie potrafiłam wtopić się w mrok, krwi nie potrafiłam wyczuć w innych... To jest bardzo dziwne,a przecież nie miałam styczności z łzami uzdrawiającymi. Najlepiej będzie jak nikt się nie dowie że straciłam moc. Mam nadzieję że to tylko krótko trwałe. Zobaczyłam nagle w oddali wilka, postanowiłam sprawdzić kto to. Nie wierzyłam kogo widzę. Była to Luna. Na początku się ucieszyłam ale zaraz potem to minęło. Ciekawe co tu robi. Na razie nie będę się wychylać. Może mnie nie zobaczy.

(Luna? Co tam robisz ?)

Od Luny C.D Raven

Byłam trochę dobita. Ostatnio dużo się o sobie dowiaduje. To dzieje się mega szybko. Muszę to jakoś ogarnąć w głowie. Miałam rodzeństwo, siostrę bliźniaczkę i starszego brata. Nie żyją. O rodzicach nic nie wiem. Akuna ma w sobie demona, to on przejmuje nad nią kontrole. Chociaż Raven mówił, że może być też jej towarzyszem. Kolejne kłopoty, normalnie super. Tylko co tu teraz począć…. Wróciłam pamięcią do moich pierwszych odzyskanych wspomnień. Czarny basior, ciągle nie wiem kim jest. W sumie nie wspominałam o nim nikomu, może Raven będzie wiedział kim jest i dlaczego próbuje mnie zabić? Byłaby to cenna wiadomość, warto zaryzykować. W starciu z tym przeciwnikiem przyda się każda wskazówka. Wzięłam głęboki wdech. Rozejrzałam się, doszliśmy już do obozu. Raven szedł przodem, zerknął na mnie, ja szybko uciekłam spojrzeniem w bok. W Obozie było spokojnie, Aslan pewnie poszedł do Akuny. O niego się nie martwiłam, w razie kłopotów, pewnie dałby cynka myślami. Mały jest rozsądny, nie wpakowałby się w kłopoty. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że jesteśmy sami w Obozie, wszyscy się gdzieś zapodziali. I sama miałam ochotę gdzieś zniknąć, wtedy mogłabym to wszystko jakoś ogarnąć. Kolejna ucieczka w samotność, w ciągu zaledwie paru dni. Ostatnio mam wyjątkowo dużo spraw do przemyślenie, a coraz mniej czasu. A wracając do rzeczywistości, ciągle jestem w Obozie, a co ciekawe Raven został przy mnie. Może myślał, że mu się zwierze? Albo zwyczajnie nie wiedział, gdzie by tu iść? Druga opcja jest wielce prawdopodobna, aktualnie jestem w końcu jedynym wilkiem, po za nim oczywiście, w całym obozie. Ach, nie dowiem się póki nie zapytam, a nie mam takiego zamiaru. Przynajmniej na razie. Ale wypadałoby zapytać o mojego prześladowcę, może akurat coś o nim wie? Kto pyta nie błądzi…. Tymczasem nastało już późne popołudnie, dzień powoli zbliżał się do kresu. Co ciekawe, nikt nie wrócił jeszcze do Obozu.
-Wiesz może gdzie są wszyscy?- zapytał Raven. Przerwał długą już chwilę ciszy. Jeśli jakieś 3 godziny można nazwać chwilą.
-Szczerze nie mam pojęcia, o polowaniu nikt nie wspominał.- odparłam.
-O czym myślałaś kiedy szliśmy do Obozu?- zapytał, ciekawe do czego zmierza.
-A o tym wszystkim. Tyle się uzbierało tematów do przemyśleń...- odpowiedziałam tajemniczo.
-Na przykład o czym?- nie odpuszczał. Na prawdę go to ciekawi?
-Chociażby o mojej rodzinie. O rodzeństwie, które nie żyje.- powiedziałam.
-Tylko o tym?- dopytywał się.
-Jeszcze o wielu innych rzeczach. W tym o własnych sprawach- czułam się trochę jak na wywiedzie, a raczej przesłuchaniu...
-Co rozumiesz za „własne sprawy”-No naprawdę, gorsze niż przesłuchanie o morderstwo.
-Ach, co się tak dopytujesz? Nagle cię ciekawi o czym myślę?- nie wytrzymałam. Basior na chwilę zamilkł, chyba się nawet nie zorientował, kiedy zaczął mnie wypytywać. Teraz pora na moje pytania.
-Ty mnie już wypytałeś, teraz moja kolej. Od utraty pamięci ściga mnie pewien wilk. Czarny basior, krwisto czerwone oczy. Wiesz kim on jest i dlaczego usiłuje mnie zabić?
Raven spuścił wzrok, zaczął się zastanawiać. Ciekawe czy odpowie. Po jego reakcji twierdzę, że wie kim on jest. Ale czy podzieli się tą wiedzą, to już inna sprawa.

<Oczywiście Raven :) Kim jest mój prześladowca, powiesz mi, czy nie?>

Od Konany (OPO PO LATACH xD)

Ostatnio rzadko się udzielam...siedzę samotnie, lub z Seaborne. W końcu jednak postanowiłam to zmienić. W końcu wyszłam z jaskini i wskoczyłam na skałę. Wyciem zebrałam wszystkich. Po chwili stali już pod skałą.
- Witajcie moi drodzy. Musimy sobie wyjaśnić kilka spraw. Jak wiecie, Saborne ostatnio doskonale się spisał w walce z Reginaldem. Wątpię żeby Burzowi prędko tu wrócili. Dlatego też ja, rezygnuje ze stanowiska Generała. Zostanie nim mój zastępca - Seaborne. Czy przyjmujesz to stanowisko?
- Oczywiście.
- W takim razie, powitajcie nowego generała. Dziękuje za uwagę, koniec zebrania.
Wszyscy odeszli do siebie.

<Ktosieły?>

Od Sory C.D Akuna + Towarzysz

Coś mi nie grało. Aslan zobaczył Akunę i uciekł. Raven i Luna wyglądali zwyczajnie, nie miał bym żadnych podejrzeń gdyby nie Akuna. Wyglądała na rozżaloną, więc postanowiłem wziąć ją na spacer. Szliśmy w milczeniu. Dotarliśmy do Księżycowej Puszczy.
- Czemu akurat tutaj przyszliśmy ? - zapytała mnie Akuna
- Chciałem ci coś pokazać.
Skupiłem się na wodzie. Drobinki wody unosiły się w powietrzu. Wyglądało to bajecznie. Nigdy mi się to jeszcze nie udało.
- Łał, jakie to piękne - usłyszałem głos Akuny
- Zadziałałaś jak amulet, nigdy mi się to nie udało jeszcze. Ale to tylko jedna z rzeczy które chciałem ci pokazać. - powiedziałem in zagwizdałem
Z miedzy drzew wyszedł król lasu. Wyglądał jak zielony lew z różowo-żółtą grzywą. Na czole miał długi róg. Otoczony był aurą natury.
- Kto to jest ? -zapytała Akuna
- To jest król lasu
- Serio jest królem ?
- Nie. Gatunek się tak nazywa. Mieszkają w lasach i są bardzo rzadkie. Dlatego taka nazwa. Ma na imię Orion. Jest moim towarzyszem.
- Widzę że ty też masz towarzysz. Jak go zdobyłeś ?
- Przychodzę tu od dawna. Chciałem podszkolić się w manipulacji wodą. Pewnego dnia przyszedł i mnie obserwował a potem pogadaliśmy. Może i wygląda na strasznego, ale w cale taki nie jest.
Siedzieliśmy tak długo. Akuna zaprzyjaźniła się z Orionem. Porozmawiał z nią normalnie co mnie ucieszyło.
- Wracajmy już. Niedługo się ściemni a ktoś ma warte - powiedziałem Akunie
- O faktycznie, a Orion nie idzie ? - zapytała mnie
- Nie. On woli po lasach chodzić. Jest moim towarzyszem, ale wolności mu nie zabiorę. Nie ucieknie ode mnie. Jak ide na polowanie to często mnie obserwuje. Na razie Orion
- Pa Orion - Akuna powiedział to do Oriona, a potem ruszyła za mną
Tym razem nie szliśmy w ciszy. Całą drogę rozmawialiśmy. Słońce już zachodziło. Spojrzałem na Akunę która stanęła. Podszedłem do niej.


<Akuna?>

poniedziałek, 9 marca 2015

Od Raven'a C.D Luna

No i mnie ma. Co jej tu powiedzieć ? Skłamać czy powiedzieć prawdę? A może temat zmienię ... nie, nie i jeszcze raz nie.Mam stać się członkiem watahy. Czuje się osaczony. Wierność klanowi czy akceptacja watahy... co tu wybrać ? Xerxes zrozumie, dał mi rozkaz. Kurde, ta wadera źle na mnie wpływa...
- To jest Harwes. Należał do klanu, ale łamał kodeks. Xerxes kazał mi go wygnać, więc stoczyłem z nim pojedynek. Oczywiście wygrałem, a on został wygnany. Harwes był zakochany w Tajlii, a ona w nim. Tak miała twoja siostra na imię. Z tego co wiem urodziłyście się pod czas zaćmienia księżyca, kiedy rodzą się bliźniaki właśnie pod czas tego zajścia umożliwia to odebranie rodzeństwu mocy poprzez zabicie go. Tajlia chciała odebrać ci moc, przekabaciła na swoją stronę twojego brata, nie wiem co mu obiecała, ale widać przekonała go tym. Wracając do tematu Harwes chce twojej śmierci bo obwinia cię o śmierć Tajlii. Nie spocznie dopóki jej nie pomści.
Byłem ciekawy jak zareaguje. Siedziała i patrzyła się w dal. Byłem ciekawy co odpowie, nagadałem się tyle.
- On obwinia mnie ? - odpowiedziała
Nagadałem się tyle, a ona odpowiedziała mi w trzech słowach. I po co ja tyle gadam...
- Nie martw się, my cię obronimy, a po za tym masz tego swojego ochroniarza.... - no pięknie, o kilka słów za dużo
- CO ? Znasz go ? Kto to jest ? -Luna była podekscytowana
- To jest jedyne pytanie na które nie mogę ci odpowiedzieć, obowiązuje mnie przysięga. Powiedział mi tyle że sam ci powie kim jest.
- A już myślałam że czegoś się dowiem. Czy ty i Akuna zabijaliście już ?
- Oczywiście. Trenowałem i trenuje ją dalej. Powiedziałem Ci że rolę klanu powiem ci kiedy indziej.
Zabicie wilka to coś poważnego. Kieruję się mottem : "Tylko ci, który są gotowi na śmierć powinni mieć prawo zabijać"
Luna siedziała i myślałam nad tym co powiedziałem. Na reszcie się odezwała i to nie były trzy słowa.
- Mam rozumieć że wy jesteście gotowi na śmierć ? Kiedy pierwszy raz zabiłeś kogoś ?
- Mając rok stałem się częścią klanu i prawą łapą. Podążałem za pewnym Omegą, musiałem go zabić. Można powiedzieć że miałem ponad rok. Jeżeli myślisz że to młodo to się mylisz. Akuna nie skończyła nawet pól roku a zabiła prawie całą rodzinę.
- Ona od tak młodego wieku jest zabójcą - Luna wykrzyczała to zbyt głośno
- Nie tak głośno kobieto. Akuna od urodzenia jest gotowa na śmierć, wiele razy z nią rozmawiałem i mój osąd się nie zmienił.
Znowu zapadła cisza. Albo ja nie umiem podtrzymać rozmowy, albo ona lubi być cicho. Cisza mi nie przeszkadza, przyzwyczajenie klanowe. Po prostu w to nie uwierzyłem, odezwała się znowu.
- Ile o mnie jeszcze wiesz ?
- Sporo wiem - odpowiedziałem szczerze
- A opowiesz mi o mnie ?
- Jak zapytasz to dam odpowiedź, ale nie teraz kiedy indziej
- Jak zwykle przekładasz na później
Jednak ją lubię. Zawsze to jakieś wsparcie i pomoc. Ciekaw jestem o co mnie jeszcze spyta. Historia jej rodziny jest ciekawa.

(Luna ? Chcesz coś jeszcze wiedzieć ?)

Od Raven'a C.D Luna

Zostawiłem Akunę i ruszyłem na spotkanie. Już dochodziłem na miejsce zobaczyłem Lunę. Wybrała zły moment i złe miejsce. Nie wiedziałem co powiedzieć, a czas uciekał. Nie mogłem jej odprowadzić do Obozu. Do głowy przyszedł mi jeden pomysł. Podszedłem do niej. Wyglądała na zdziwioną. Powaliłem ją na ziemię.
- Mam nadzieję że mi wybaczysz. To dla twojego dobra. - powiedziałem do Luny, a następnie wypowiedziałem zaklęcie - Mroku przybądź szybko na me wołanie, przez ma krew odpowiedz na nie. Schowaj i ucisz waderę mroku, niech nikt nie zobaczy błysku w jej oku.
Luna się nie ruszała. Zaciągnąłem ją i ukryłem w cieniu krzaków. Zdążyłem w samą porę. Usłyszałem na niebie głos orła. Dobrze wiedziałem czyj to głos. Zwierzę zlecało na dół i stanęło na przeciwko mnie.
- Witaj Amaimonie - powiedziałem do niego
- Witaj Ravenie. Widzę że się nie spóźniłeś, czyli żadnych problemów nie było. Przyszedłem po informację.
- Powiedz mu że Akuna panuje nad mrokiem. Poradzę sobie. Wierzę że da rade to opanować, a w razie czego wiem co mam robić jak to się nie uda.
- Wiem o tym. Jednym z twoich zadań jest pobieranie z niej mroku. Co powie Konana na to co robisz?
- Nie zmieniaj tematu. Nie zdradzam watahy tylko ją chronię. Leć już.
- Do zobaczenia - powiedziawszy to odleciał.
Podszedłem do miejsca gdzie leżała Luna. Zdjąłem z niej czar. Od razu odskoczyła i wybuchła...
- Co to miało znaczyć ? I kto to był ? i czy....
- Wiem że masz dużo pytań - przerwałem jej - To był Amaimon towarzysz ojca Akuny. Muszę mieć ją na oku. A zrobiłem to po to żeby oszczędzić ci problemów, a po za tym, muszę mieć kogoś komu mogę zaufać. Wiem że zauważyłaś że Akuna inaczej się zachowuje, tak to z mojego powodu, ale musiałem przybyć, gdyż pieczęć nałożona na nią zaczyna słabnąć.
- Pieczęć ? Jaka pieczęć ? Po co ta pieczęć ? - Luna zadała mi pytania, niestety musiałem na nie odpowiedzieć.
- Całą historię jej powiem Ci kiedy indziej, to zły moment. Akuna ma zapieczętowanego w sobie demona.
- Demona ??!!
- Nie tak głośno. Ten demon albo ją zgubi i będę musiał ją zabić, albo zostanie jej towarzyszem. Widziałaś jak wkurzyła się na ciebie o byle co... to wina tego że pieczęć słabnie. Moja obecność opóźnia proces. Opowiem ci też moją historię dokładnie ale też nie teraz.
- A czy w ogóle coś mi powiesz teraz ?
- Chcesz coś wiedzieć ? - byłem zdziwiony taka jej postawą
- Chcę cokolwiek wiedzieć. Powiedz mi coś... może być coś o mnie, coś o mojej przeszłości....
- No dobra, wygrałaś. Tak na prawdę ty, ja i Akuna znamy się od dawna. Akuna tego nie pamięta, jak ty straciłaś pamięć jej też musiałem usunąć wspomnienia o tobie. To dlatego tak się dogadujecie. Powiem ci tylko jedno, jak na razie, może coś sobie przypomnisz. Musiałem zabić twojego starszego brata, a Akuna zabiła twoją siostrę bliźniaczkę, nie byłyście do siebie podobne.
- Dlaczego ? -Luna mówiąc to miała łzy w oczach
- Nie wiem czemu, ale oni próbowali cię zabić, my tylko cię ratowaliśmy. Tak naprawdę ja bym cię zostawił, ale Akuna się uparła.
- Co ?
- Dobra źle to powiedziałem. Ty nie wiedziałaś o tym że chcą cię zabić. Zabiliśmy ich po tajemnie.
- Taka jest rola klanu ?
- Skąd wiesz o klanie ? A z resztą to nie istotne. Rolę klanu też ci wytłumaczę kiedy indziej, tyle że to będę ci mówić drugi raz.
Luna się nie odezwała ani razu. Dotarliśmy do obozu. Byłem ciekawy czy przypomniała coś sobie. Jak zwykle było tu cicho i spokojnie.Obejrzałem się. Widziałem nie pokój Luny. Jak będzie chciała to jej wysłucham, widzę że coś jeszcze ją trapi.

(Luna ?)

Od Akuny

Ocknęłam się w tym samym miejscu gdzie Raven mnie zostawił. Nie wiem co mi zrobił, ale jeszcze działało na mnie. Wstałam i poczułam się smutna i zmieszana. Nie musiałam czekać długo, mój stan umysłu szybko mi przeszedł. Zdałam sobie sprawę że rzuciłam się Ravenowi w objęcia. Nie wiedziałam także dlaczego aż tak mnie to ruszyło że Luna się tak zachowała. Coś się ze mną dzieje.
Muszę to przemyśleć, a dokładniej sprawę z Luną. Tylko teraz to się liczy. Dotarło do mnie że bez powodu wydarłam się na Aslana.
- Muszę wszystko naprawić - powiedziawszy to wstałam u ruszyłam w stronę obozu.
Dzień był miły i ciepły. Przechodziłam właśnie koło miejsca łowieckiego Sory. Tak jak myślałam był tam, zaczaił się na ofiarę. Podszedł bliżej i jednym błyskawicznym ruchem pozbawił sarnę życia. Podeszłam do niego
- Może pomogę ci dostarczyć to do obozu ?
- O, Akuna. Strasznie cicho się poruszasz. Jeżeli tylko masz ochotę to możesz mi pomóc.
- No pewnie że pomogę. - powiedziałam to i uśmiechnęłam się do niego. Sora odpowiedział mi uśmiechem.
Złapałam za przednią kończynę a Sora za tylną. Razem było raźniej i szybciej iść. Mimo że szliśmy w ciszy, to ta cisza nie należała do niezręcznych. Była przepełnioną współpracą i radością. Po takiej tułaczce dotarliśmy do obozu. Na wejściu zobaczyłam Raven'a i Lunę. Nie zauważyli nas. Aslan jak tylko mnie zobaczył schował się. Sora zauważył to.
- Zostawmy to tutaj i chodź się przejść - zaproponował
Spojrzałam tylko na Raven'a i Lunę. Stali dalej tyłem do nas. Wcale nie jestem zazdrosna.
- No pewnie chodźmy.
Zostawiliśmy łup na ziemi i poszliśmy na spacer.

(Sora ?)

Od Luny do Raven'a

Nie wiem o co chodziło Akunie, jak można się tak fochać o zniknięcie, zaledwie na 1,5 dnia? Ogółem od kiedy Raven przystąpił do watahy, stała się bardzo nerwowa. To daje do myślenia. Z każdym przebytym przeze mnie metrem, złość się ze mnie ulatniała. Może faktycznie ma zły dzień? Do jutra powinno jej przejść. I tak prawie całkiem zatopiona w myślach, dotarłam do niewielkiej polany w środku lasu. Zobaczyłam Aslana, wyglądał na zdołowanego. Po chwili podszedł do jakiegoś kwiatka, który już zaczynał przekwitać, wyglądał marnie. Wystarczył jego dotyk, a kwiat zdecydowanie ożył, a jego kolor stał się intensywnie niebieski. Zaskoczyło mnie to- kolejna osoba w watasze umiejąca ożywiać, chociaż każdy w inny sposób. Lia ożywia rośliny, ale łzami. Sora leczy rany, również łzami. Ja mogę najwyżej dodać energii, nie wiem czy zalicza się to do ożywiania, ale od biedy można zaliczyć. I jeszcze Aslan- rośliny, dotykiem. Co najmniej ciekawe, a jeszcze lepsze jest to, że nie mamy medyka. Doprawdy, ciekawe… Ale wracając do spraw aktualnych, podeszłam do Aslana. Zaskoczyłam go. On też zauważył, że Akuna się ostatnio zmieniła i też podejrzewa o to Ravena. Coś musi być na rzeczy, trzeba to sprawdzić. Ale to później. Nie zostawię małego samego, odprowadziłam go do Obozu. Muszę się trochę zastanowić i wyczaić o co chodzi z Akuną i Ravelem. Trzeba to wybadać, Lia gdzieś zaginęła, a więc sama muszę się tym zająć. Ruszyłam w kierunku lasu, może znajdę któreś z nich. Nastawiłam więc nosa i ruszyłam przed siebie. Szłam już przez dłuższą chwilę, nikogo nie wyczułam. Pozostało tylko szukać dalej. Nawet nie wiem kiedy, a zaczęłam rozmawiać z Shine’m. Taka gadka- szmatka, ot nic specjalnego. A czas trochę szybciej leciał. Nadal węszyłam, może wreszcie wyjaśnię o co chodziło. Czasem ta moja wrodzona ciekawość naprawdę mnie irytuje, ale nic na to nie poradzę. Taka już jestem. Trzeba z tym żyć. Pomyślałam teraz o moim „nowym” żywiole. Shine na chwilę odleciał. Co mi szkodzi go wypróbować? Rozejrzałam się, ale nic nie zwróciło mojej uwagi. A więc spróbujmy... Skupiłam całą swoją energię, czułam jej ciepło rozchodzące się po moim ciele. I co by tu zrobić? Przyszedł mi do głowy niezły pomysł, może popróbuje z moimi myślami. W sensie z ich ochroną, wtedy już nie będę musiała się obawiać swoich myśli przy Aslanie... Kuszące, nie przeczę. Spróbować nie szkodzi, mogę zawsze jeszcze skoczyć do obozu i zapytać Aslana, czy słyszy moje myśli. Skupiłam swoją energię wokół moich myśli. Otoczyłam je żelaznym murem. Byłam zadowolona z efektu, pora na test w praktyce. Ruszyłam raźnym krokiem do Obozu. Nagle poczułam ból głowy, okropne pulsowanie. Jęknęłam, ból nie chciał ustąpić. Po chwili poczułam znajomy zapach. Raven. Dziwne, dlaczego pojawił się akurat teraz? Może on też czyta w myślach? Zapytam go jak tylko będę w stanie. Z trudem dźwignęłam się na nogi. Po chwili zza osłony drzew pojawił nasz nasz biały basior. Kiedy mnie zobaczył wyglądał na co najmniej zdziwionego. Przyglądał mi się bez słowa, ja też się nie odzywałam. Staliśmy tak w milczeniu.

<Raven? Co poczułeś? Czytałeś moje myśli? I co było dalej?>

piątek, 6 marca 2015

SETKA!

PIERWSZE-STO-POSTÓW!

100!!!!!!

Właśnie pisze setnego posta :3
Jesteście super! <3

Od Raven'a C.D Seaborne

Młody. Może i jestem młodszy od niego, ale to nie znaczy że słabszy. Nic on nie wie o klanie i o zasadach panujących tam. Przeszedłem szkolenie takie jakie on w życiu nie przeszedł.
- Jasne. Zapamiętam to. - Odparłem i odszedłem.
Luna gdzieś poszła. Kazano zachowywać mi się jak normalny członek watahy. Jakoś mi się to nie udaje. Trzeba będzie się starać jeszcze bardziej. Nie robię tego dla siebię, robie to dla Akuny. Muszę przestać o niej myśleć, ona i tak mi nie zaufa i nie zaakceptuje mnie. Muszę się z tym pogodzić. Będzie mnie tolerować ale nic więcej. Dotarłem do obozu był tam tylko Aslan. Podszedłem do niego.
- Dlaczego Akuna powiedziała to ?
- Ja nie wiem, kazała mi. Nie rozumiem jej zachowania. - Odparł Aslan
- Rozumiem. Powiem to tylko raz, nie waż mi się nigdy czytać w myślach - ostrzegłem go
- Ale jak ? Jak się dowiedziałeś?
- To nie istotne. Powiem ci że nie tylko ty to potrafisz. Od razu ci powiem że to nie ja. Jeżeli nawet spróbujesz to nie uda się. Spotka cię tylko zawód i ból. To nie jest tak że nie lubie cię, mówię ci to dla twojego dobra.
Aslan patrzył sie tylko na mnie przerażony. Odszedłem bez słowa w poszukiwaniu kogoś lub czegoś. Nie miałem sumienia dalej straszyć młodego. Skoro Akuna go wychowuje to niech to robi nie zabronię jej. Niech tylko nie zapomina że ona dalej się uczy, to ja jestem jej nauczycielem. Mam nadzieję że nauczy go czegoś pożytecznego, jest jeszcze młody i nie doświadczony. Wie że może mnie zawsze poprosić o pomoc. Ogarnij się, chlopie. Nie myśl o niej. Muszę się odnaleźć tu. Ta wataha to mój nowy dom. Poszukam kogoś do rozmowy.

(Ktoś ?)

Od Akuny C.D Luna + Sea

Ona ma jeszcze czelność pytać co zrobiła ? To są jakieś żarty ?
- Ty sobie żartujesz ?
- Co ja zrobiłam ? - mówiła przestraszona Luna
- Skoro chciałaś pobyć sama mogłaś mi to powiedzieć. Martwiłam się o ciebie. Przez całą noc pilnowałam sama terenu, zużyłam całą moc praktycznie. A teraz przyłazisz z jakimś ptakiem. - krzyczałam cały czas na nią
- To nie jakiś tam ptak, to feniks - próbowała się bronić
- Jak mogłaś ? -wydarłam się na nią zbyt głośno, po czym dodałam trochę ciszej - mogłaś mi powiedzieć że chcesz być sama, myślałam że mi ufasz
- Akuna ja ci ufam
- Jakoś tego nie widzę. Nie musisz mi mówić co robiłaś bo to jest twoja sprawa, ale mogłaś mi powiedzieć chociaż gdzie idziesz.
- Wiem, ale... - zaczęła Luna, lecz ja jej przerwałam
- Nie ma żadnych ale. Daj mi spokój, skoro chcesz siedzieć sama to siedź sobie. Jak na razie zostaw mnie w spokoju.
Nie wiem czy Luna coś mi odpowiedziała, gdyż poszłam sobie i jej nawet nie słuchałam. W tamtej chwili nie myślałam co mówię, byłam z byt zła na wszystko i na siebie. Po dłuższej wędrówce na oślep usiadłam pod drzewem. Dopiero teraz zastanowiłam się nad tym jak potraktowałam Lunę. Muszę ją przeprosić, ale jeszcze nie teraz. W tej chwili przydał by mi się przyjaciel, którego nie mam. Dążyłam do tego żeby Luna była moją przyjaciółką, ale teraz wszystko zepsułam. Nie chcę siedzieć sama tutaj.
- Widziałem jak ją potraktowałaś. Zaczynasz tracić kontrolę nad sobą. Powiedz tylko słowo a będę dalej cię uczył i pomogę ci to przezwyciężyć. - rozpoznałam głos Raven'a
Wstałam i pobiegłam do niego. Wiedziałam że był pewny że go zaatakuję, ale zrobiłam coś czego się nie spodziewałam. Rzuciłam mu się na szyję i wtuliłam się w niego płacząc. Musiał być oszołomiony, ponieważ dopiero po paru chwilach mnie przytulił.
- Proszę pomóż mi - powiedziałam do niego
- To nie będzie przyjemne, ale pomogę ci odzyskać kontrolę, mrok nie może nad tobą zawładnąć do końca.
Zaczął coś szeptać do siebie po cichu, nie usłyszałam żadnego słowa a siedział dosyć blisko. Zobaczyłam jak mrok i ciemność wypływają z mojego ciała i przechodzą do Raven'a. Po paru minutach wstał i powiedział:
- Zatrzymałem przemianę. A teraz muszę iść. O mnie nie musisz się martwić. Wytłumaczę ci to kiedy indziej. Do zobaczenia uko... - Powiedział to i uśmiechnął się do mnie zawadiacko. Z jednej strony lubię patrzeć na ten uśmiech a z drugiej nie na widzę go całego.Nie dokończył zdania. Ciekawe co chciał powiedzieć.
Poszedł sobie, a ja zostałam sama. Czułam mrok w sobie, ale nie ten sam co zawsze, on był przyjemny i słuchał się mnie. Wiedziałam co teraz muszę zrobić, ale najpierw pobędę w samotności i nacieszę się tą chwilą spokoju, w której nie muszę się o nic martwić. W tej chwili nie martwiłam się ani o Aslana, który był sam gdzieś w obozie, ani o Lunę, ani o resztę. Czułam się jakbym dostała coś na uspokojenie, sen i szczęście w jednym. Było mi tak dobrze.

(ktoś ?)

Od Sory C.D Seaborne

Patrzyłem jak Sea wraca do obozu. Widać mnie nie zauważył. Trudno, pójdę się przywitać.
- Sea śpisz ? - szeptałem do niego
- Teraz już nie - wyczułem w jego głosie irytacje
- To świetnie. Gdzie byłeś ?
- Czy to ważne ? - zapytał
- Tak - odpowiedziałem ochocze pełen nadziei
- Nie twój interes a teraz daj mi spać
- Daj mi jeden powód czemu miał bym cię słuchać- powiedziałem i skoczyłem na niego
- Ałł. Ty kretynie co ty wyprawiasz ?
- A nie widać ?
- Idź sobie. Daj mi spać.
- Ok. Jak chcesz.
Zszedłem z niego. Wyszedłem z obozu. Było jeszcze wcześnie rano. Nikogo nie było, nawet Akuny i Luny, które powinny schodzić z nocnego stróżowania. Postanowiłem przejść się po lesie. Nic się nie działo kompletnie nic. Kiedy słońce było już wysoko zacząłem wracać. Nikogo nie spotkałem po za kilkoma królikami, sarny z dzieckiem, kilka dzików. Jedyne co mi towarzyszyło były ptaki które śpiewały mi nad głową. Myślałem że już nic się nie wydarzy. Nagle zobaczyłem Lunę i Akunę. Nie widziałem ich razem od wczorajszego dnia. Luna gdzieś w nocy przepadła. Akuna wyglądała na złą i to bardzo.
- Jak mogłaś ? - Powiedziała Akuna, a dokładniej wykrzyczała
Tylko tyle zdołałem usłyszeć z takiej odległości. Ich rozmowa była bardzo ożywiona. chyba się kłócą. Ciekawe o co poszło. Nagle Akuna odeszła od Luny i gdzieś poszła, potem Luna zrobiła to samo, tyle że udała się w przeciwnym kierunku. Ciekawe o co poszło ?

( Luna i Akuna gdzie poszłyście i o co poszło ?)

Od Aslana

Akuna ma zły humor. Niestety wiem czemu. Nie lubię znać problemów innych, jest to przytłaczające.
Nie prosiłem się o to. Wolałbym nie mieć tej mocy.
- Aslan !- Akuna wydarła się na mnie
- Co ? Ja... ja nic nie zrobiłem, nie krzycz na mnie
- Dajcie mi wszyscy spokój. Zejdź mi z oczu
Zrobiłem tak jak mi kazała. Wolałem jej nie wkurzać. Nie wiedziałem gdzie pójść. Postanowiłem przejść się po terenie. Szedłem w ciszy. Myślałem tylko nad wieloma sprawami. Czy Akuna była by taka jak teraz gdyby nie Raven ? Czy ona już mnie nie chce ? Czy to jednak nie mój dom ? Dlaczego wszystko jest takie trudne ? Słońce świeciło dziś mocno, było ciepło i żadnej chmurki na niebie nie było. Zaszedłem na polanę. Nic tu nie rosło po za trawą i jakimś słabym kwiatkiem. Podszedłem do niego i usiadłem przyglądając się jemu. Zrobiło mi się go szkoda, był słaby i samotny tak jak ja. Chyba mu pomogę. Położyłem łapy przy jego łodydze. Kwiat ożył na nowo, stał się silny i piękny. Był koloru ciemno niebieskiego.
- Łoo, czadowo - ktoś powiedział za mną
Obejrzałem się. Niedaleko ode mnie stała Luna.
- To nic takiego. Pomogłem mu tylko ożyć.
- Jest bardzo piękny - powiedziała do mnie i siadła koło mnie
- Jak chcesz to możesz go wziąć
- Dziękuje - powiedziała do mnie zrywając go - Coś ci jest ?
- Można tak powiedzieć - odpowiedziałem smutno
- Opowiadaj, może coś poradzę na to
- Akuna od pojawienia się Raven'a jest ciągle zła. Dzisiaj nakrzyczała na mnie, mimo że nic nie zrobiłem. Boję się że już mnie nie chce i że będę musiał odejść. I jeszcze jest ta moc której nie umiem kontrolować. Jestem słaby i beznadziejny. - skończyłem
- Po pierwsze nie wiem do końca czemu Akuna jest zła, ale na pewno ona ciebie nie zostawi. Może tego nie wiesz ale na spacerze z Sorą chciała wracać do domu do ciebie, ona się o ciebie martwi i chce jak najlepiej. Nie przejmuj się że jest zła, kiedyś jej przejdzie. Po drugie gdybyś był słaby nie ożywił byś tego kwiatka. A po trzecie jaka moc ?
No pięknie wygadałem się. Nie powinienem tego mówić. Lunie chyba mogę zaufać, skoro z Akuną tak blisko się trzyma.
- Posiadam moc czytania w myślach. Potrafię też przesyłać swoje myśli komuś. Niestety nie umiem nad tym zapanować. Nie powiesz nikomu ?
- Żartujesz, a w moich też czytałeś ? Dobra nieważne wole nie wiedzieć. Nauczysz się nad nią panować, a jak coś to pomożemy. I nie musisz się martwić nikomu nie powiem.
- Dziękuje - byłem szczęśliwy że mogę z nią otwarcie porozmawiać

( Luna )

Od Luny

Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Myślałam jak by tu wykryć ten mój nieszczęsny żywioł i zwyczajnie odpłynęłam. Obudziłam się kiedy słońce było już wysoko. I ciągle nie wiedziałam co z tym fantem zrobić. Jak ja mam się do tego zabrać? Od czego zacząć? Pytania kłębiły mi się w głowie, a na żadne nie mogłam znaleźć konkretnej odpowiedzi. Normalnie super- pomyślałam gorzko. Jedyny pomysł jaki przyszedł mi do głowy, to próbować krok po kroku z każdym żywiołem. Ale to będzie trwać wieki. Chociaż chyba nie mam wyjścia, im szybciej zacznę, tym szybciej skończę. Wzięłam głęboki wdech i wstałam. Mimo, że było już prawię południe, trawę jeszcze pokrywał szron. Tylko, gdzie teraz? Od czego zacząć? Może od czegoś prostego, na przykład powietrze? Dobrze, tylko jak to niby sprawdzić? Same niewiadome- stwierdziłam sceptycznie. Pora wreszcie się ich pozbyć. To zacznijmy od tego powietrza. Rozejrzałam się. Skupiłam wzrok na powietrzu, próbowałam je poczuć, jakby miało cielesną formę. Bez żadnego skutku, powietrze nadal pozostało powietrzem, nadal nienamacalne, jakby nierealne. Czyli powietrze mamy już z głowy- pomyślałam zadowolona, krok do przodu. Teraz może ziemia. Ponownie skupiłam na niej wzrok i próbowałam ją poczuć umysłem. Ponownie zero efektu. On mówił, że to silny żywioł, może teraz jakieś silniejsze? Chociaż w sumie, wszystkie żywioły mają podobną siłę, to jak je wykorzystamy, decyduje o ich potędze. Ale są żywioły tradycyjne i te bardziej niezwykłe. Nie wiem nawet skąd to wiem, to było zanotowane w mojej głowie. Na razie próbowałam tych tradycyjnych, pora na inne. Spróbujmy ze światłem, w końcu to dość silny żywioł. Spojrzałam w słońce. Przymrużyłam oczy. Skupiłam się na jego sile, próbowałam go poczuć. Znowu bez żadnego skutku. Chyba wykrakałam, to naprawdę będzie trwało wieki. A może coś źle robie? Jeśli spróbuje tak wszystkich żywiołów i nie poczuje związku z żadnym, to spróbuje jakimś innym sposobem. Chociaż moim jednym żywiołem jest mrok, to byłoby naprawdę dziwne gdyby drugim było światło. A więc próbujmy dalej. Tutaj raczej już nic nie wymyślę, pora na zmianę miejscówki. Popróbuje w lesie, na pewno znajdę jakieś miejsca do wypróbowania innych żywiołów. Więc zgodnie ze swoimi myślami, ruszyłam w kierunku Gwiezdnego lasu. Teraz weźmy się za naturę. I tym razem próba nie przyniosła żadnego rezultatu. Próbowałam również z kamieniem, ale efekt był równie dobry co z naturą. Pozostało próbować dalej. Zrobiło się już późne popołudnie, dzień wkrótce ustąpi miejsca nocy. A ja ciągle byłam w kropce. Szłam dalej, zatopiona w myślach. Mój wzrok przykuł jakiś błysk, gdzieś po mojej prawej. Odwróciłam się i delikatnie mówiąc, mnie zamurowało. Zobaczyłam feniksa, ognistego ptaka. Tylko, że jego płomienie były jakby przygaszone. Próbował się oderwać od gałęzi, ale zwyczajnie nie mógł, jakby ktoś przymocował jego szpony do gałęzi. Nagle usłyszałam trzask gałęzi. Na szczęście słońce już prawię zaszło, mogłam użyć mroku. Po chwili byłam już tylko cieniem, przyczaiłam się za drzewem i czekałam. Nie minęło nawet 5 minut, a zza osłony drzew wyszedł czarny basior, mój prześladowca. Na szczęście tym razem mnie nie zauważył, ale skupił się na feniksie. Uśmiechnął się, tym jego przerażającym uśmiechem. Czyli to była jego sprawka. Teraz patrzył się prosto na nieszczęsnego ptaka, który ciągle jeszcze próbował się wyrwać z pułapki, bez żadnego skutku. W końcu zrozumiałam o co chodzi, basior wysysał z niego energię, z każdą sekundą pióra feniksa robiły się bardzie matowe, a sam feniks szarpał się coraz słabiej. Zdrowy rozsądek wręcz wrzeszczał- Odejdź póki jeszcze możesz, to wariactwo! Ale ignorowałam go, serce mi podpowiadało coś kompletnie innego. I tym razem posłuchałam serca, mimo, że zdrowy rozsądek gadał do rzeczy- w starciu z basiorem nie miałam żadnych szans. Ale zrobiłam coś innego, nie zaatakowałam go, a przynajmniej nie w ten sposób. Zebrałam w sobie energie, nawet nie wiem skąd wiedziałam co robić, po prostu wiedziałam i tyle. Czułam tą energię w sobie, jej ciepło. I zaatakowałam go tą energią, przybrała ona w moim wydaniu prawie cielesną formę. Zaskoczyłam tym ruchem basiora, który do tej pory nawet nie zauważył mojej obecności. Ale teraz już żadne czary nie mogły mnie ukryć, moja własna energia mnie zdradziła. Tylko ja byłam teraz silniejsza, a basior nie był przygotowany na atak tego rodzaju. To była moja przewaga i nie zamierzałam jej marnować. Ponowiłam atak. Basior musiał się wycofać, tym razem wygrałam, ale jeszcze nasza walka się nie skończyła, to jeszcze nie koniec. Feniks tymczasem nie odfrunął, nie był w stanie. Był zbyt wyczerpany. Podeszłam do niego, powoli. Ognisty ptak nawet nie zareagował, z trudem utrzymywał się na gałęzi. Na szczęście przysiadł na dość nisko położonej gałęzi, mogłam go nawet dotknąć. Zdałam się na instynkt. Wystarczył mój dotyk, a ognisty ptak zdecydowanie ożył. Jego pióra przybrały intensywniejszy kolor i zrobiły się lśniące, jednocześnie miał więcej energii- siedzenie na gałęzi już nie było dla niego wyzwaniem. Po chwili cofnęłam łapę, sama byłam nieco osłabiona, ale szczęśliwa. Odkryłam swój żywioł. WRESZCIE! I to przez zrządzenie losu, znalazłam się po prostu w dobrym miejscu, w dobrym czasie. A co ciekawe feniks nie odleciał, tylko nadal siedział na swoim miejscu i wpatrywał się we mnie swymi lśniącymi, czarnymi oczami. A ja, z ziemi, przyglądałam się mu. I tak przez chwilę siedzieliśmy, wpatrując się w siebie nawzajem. W końcu wstałam, z zamiarem przejścia się i przemyślenia paru spraw. A feniks poleciał za mną, szczerze mnie to zdziwiło, nie spodziewałam się, że za mną poleci. Moim żywiołem była energia, ciekawe. Mogę nadać jej niemalże cielesną formę, albo ją komuś przekazać. Wziąwszy pod uwagę, że znam swój żywioł zaledwie 1 dzień, w dodatku niecały, to nie jest wcale zły wynik. Obejrzałam się, feniks ciągle za mną leciał. Przystanęłam. Ognisty ptak usiadł mi na ramieniu. 
-Dlaczego to zrobiłaś?- zapytał, miał ciepły głos, przyjemny dla ucha. 
-Szczerze sama nie wiem, mam z tym basiorem na pieńku, ale ostatnim razem ledwo uszłam z życiem- przyznałam- A przy okazji, o co tak w ogóle chodziło? 
-Raczej większość widziałaś, ten czarny wilk nastawił na mnie pułapkę, nie mogłem oderwać szponów od tej nieszczęsnej gałęzi. Gdyby nie ty, na pewno by mnie zabił- odparł 
Zaskoczył mnie, patrzyłam na to nieco z innego punktu widzenia. 
-Ja ogółem widzę to trochę inaczej, jestem szczęśliwa bo wykryłam swój żywioł- wyznałam 
Feniks spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem. 
-Do tej pory go nie odkryłaś? 
Zaśmiałam się. 
-Odkryłam, tylko go zwyczajnie nie pamiętałam. Straciłam pamięć i to najprawdopodobniej za sprawą tego właśnie wilka- odparłam szczerze. 
I ruszyłam dalej. W końcu doszłam na polanę. Zobaczyłam Akunę. 
-Hej- powiedziałam przyjacielsko. 
Akuna rzuciła mi spojrzenie, z gatunku tych które mogłyby zabić. Nie mam pojęcia o co jej chodzi. 
-I jeszcze masz czelność mówić do mnie „hej”? Gdzie ty przepadłaś!? I co to jest za ptaszysko?! 
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mój dobry humor znikł. 
-Musiałam pobyć sama, co niby zrobiłam? Hę? 
<Akuna?>

Od Seaborne

Podbiegł do mnie ten nowy basior.
R: Hej! To ty jesteś Sea?
S: Dla ciebie Seaborne, młody.
R: Wo a co ty taki poważny? Trochę luzu...
S: Spadaj.
R: Pff... a tak wogólę Sea...borne to któraś tu z wader jest twoja?
Something...!
S: Twierdzisz że zdradziłbym Something?!
R: Nie! A gdzie ta Something?
Zmarkotniałem.
S: Idź już sobie... i nie pytaj o nią więcej...
<Raven?>

czwartek, 5 marca 2015

Od Raven'a C.D Akuna

Nie mogłem w to uwierzyć... to jej szczeniak ??? Nie to nie możliwe, chociaż, przez jakiś czas jej nie obserwowałem. Jaki ja lekko myślny. Gdyby jej ojciec wiedział zabił by mnie od razu. Zobaczyłem Lunę i poszedłem do niej.
- Mam pytanie do ciebie.
- Jakie ? - zapytała Luna
- Czy to szczenię jest synem Akuny ? - zapytałem
- Co ? Nie powiedziała Ci ? Hahaha
- Ale czego ? - byłem już zmieszany na maksa
- Aslan jest przybłędą, a Akuna stała się jego przybraną matką. A co ci powiedziała dokładnie ?
Myślałem że oszaleje. Wykiwała mnie ta mała. Odegram się na niej.
- Właściwie to nic - odpowiedziałem spokojnie, zatuszowałem gniew który rozpalał mnie od środka
- To do niej nie podobne, chyba ją spytam o to - powiedziała mi Luna
- Nie trzeba, serio - uśmiechnąłem się do niej
- Poznałeś już wszystkich z watahy ?
- Hm... Wydaje mi się że nie. Poznałem Sorę ale nie poznałem drugiego basiora, i jednej wader, ma na imię chyba... Lia. Nie mylę się, prawda ?
- Nie. Niedługo ich poznasz.
Spojrzałem na prawo od nas. Luna też tam spojrzała. Szedł tam basior.
- To Sea ? - zapytałem
- Tak to on.
- To czas się zapoznać z nim - powiedziałem bardziej do siebie niż do Luny

(Sea?)

środa, 4 marca 2015

Od Akuny C.D Raven

To były jakieś kpiny. Cały dzień chodził po obozie i naszych terenach. Obiecałam sobie że już nigdy mu nie zaufam. Szłam sama, szukałam spokojnego miejsca. Zostawiłam Ravena z Luną i Sorą. Nie wiem co on tu robi i nie chce wiedzieć. On ma zamiar mnie uratować ? To niech się wypcha, radziłam sobie od chwili kiedy zostawił mnie samą, wtedy potrzebowałam jego. Usiadłam na Czarnym moście. Poczułam jak ktoś się na mnie patrzy, odwróciłam się.
- Będziesz teraz za mną chodzić - powiedziałam oburzona
- Nie, chciałem pogadać - odpowiedział mi Raven
- Nie ma o czym
- A właśnie że jest
Jak próbowałam wstać złapał mnie i rzucił mną o najbliższe drzewo. Podszedł do mnie i usiadł na mnie, bym nie mogła wstać.
- Należysz do watahy przecież.... - nie dokończyłam, ponieważ mi przerwał
- Ta sprawa jest po za watahą. Nic ci nie zrobię, możesz być spokojna, ale jak mówię musimy porozmawiać to znaczy że musimy. Dalej jestem twoim nauczycielem, musisz mieć do mnie szacunek, przynajmniej jak jesteśmy sami. - powiedział i zszedł ze mnie
- Rozumiem . Czy mogę iść do Obozu ? Ktoś czeka na mnie.
- No to chodźmy - powiedział
On mnie nie słucha. Jeszcze nie wkroczyliśmy na teren obozu, a już mała kulka sierści pędziła w naszą stronę.
- Już jestem - powiedziałam do Aslana który się we mnie wtulał.
- To jest twoje szczenię ? - zapytał Raven
- Tak - odpowiedziałam nie patrząc na niego. Patrzyłam na Aslana "Co kombinujesz Akuna?" odpowiedziałam mu "Zobaczysz, tylko graj mojego syna"
- Kto jest ojcem ? - zapytał zmieszany Raven
- Nie wiem niestety, byłam sama, przypominam że mnie zostawiłeś - odpowiedziałam, niech zacznie myśleć nad tym
Po raz pierwszy widzę go takiego, może to był zły pomysł żeby to mówić. Należy mu się.
Stał tylko i się patrzył na Aslana. W pewnym momencie odwrócił się i poszedł.
- Czemu to zrobiłaś ? - zapytał mnie Aslan
- Zemsta, obiecał że będzie mnie chronić i że zostanie ze mną, a on po prostu pewnego dnia zniknął bez pożegnania.
- Muszę to zapamiętać.
- I tak wiem że ktoś mu powie że jesteś przybłędą, ale do tego czasu niech o tym myśli.
To było wredne z mojej strony. Jak na razie wolałam nie myśleć o tym. Jestem paru rzeczy pewna, nic mi nie zrobi przy innych, wie coś o Lunie, Sea będzie mieć godnego rywala, jest z klanu do którego ja też należę i ma mnie chronić, tylko przed kim i czemu ?

(Ktosiek ?)

Od Luny

Dobra, dzisiejszy dzień był co najmniej dziwny. Najpierw zostałam niemalże zabita, potem ocknęłam się dość dziwnej sytuacji. To Akuna leżała obok mnie nieprzytomna . Na szczęście szybko doszła do siebie. Potem Sea każe nam uciekać, nie wiem do końca dlaczego, ale jeszcze półprzytomna posłuchałam go i zwiałam z Akuną do Obozu. Co ciekawe nikt się nie dowiedział o moich nocnych przygodach, bo Lia okazała się jakimś słonecznym wilkiem, z jakiegoś tam klanu. Sprawdzili to każąc jej płakać na starego kwiatka, okej…. Nie wiem czy to kwestia mojego wycieńczenia, czy to jednak działo to się naprawdę. Ale w sumie to dobrze. Nikt nawet nie pytał dlaczego pierwsze co zrobiłam po wejściu do Obozu, to pójście spać, ani dlaczego z nikim nie rozmawiałam. Po prostu mam święty spokój. Chociaż chciało by się komuś wygadać, ale nie, nie będę sprawiać kłopotu. Niech się zajmą Lią, ona teraz przeżywa szok, w końcu jest super wilkiem i biedaczka nie może się pozbierać- pomyślałam sarkastycznie. Szczerze nie wiedziałam dlaczego byłam tak zła w końcu to nie jej wina, że jest wyjątkowa. Wzięłam głęboki wdech. Muszę się ogarnąć, pójść gdzieś, gdzie mnie nikt nie znajdzie. Zastanowiłam się przez chwilę. Gdzie by tu iść? Nagle mnie olśniło- Kraina polarnych świateł! Tam nikt mnie nie będzie szukał, chociaż i tak nikt pewnie nawet nie zauważy mojej nieobecności- pomyślałam gorzko. Naprawdę muszę przemyśleć parę spraw, inaczej zwyczajnie zwariuje. Więc ruszyłam na zachód. Było późne popołudnie, słońce już powoli chyliło się ku zachodowi. Szłam przez las. Śnieg delikatnie prószył, pokrywał powoli wiekowe drzewa Gwieździstego lasu. Usłyszałam żałosne krakanie kruka, nie lubię tych ptaków, zawsze jakby w żałobie, obwieszczają całemu światu swój smętny nastrój. Ja nie lubię się tak wyżalać, wolę pocierpieć w samotności, nie martwiąc innych. Nie lubię też zimy, ale to już chyba normalne- teraz trudniej o jedzenie, szybciej zapada mrok, a drzewa wyglądają po prostu żałośnie bez swych liści. Gdzieś tam w głębi czułam, że jest jeszcze inny powód i wcale nie chodzi mróz, czy śnieg. To coś innego. Próbowałam wygrzebać z pamięci co to było, niestety bez żadnego skutku. Czyli żeby się tego dowiedzieć muszę czekać. Kolejna rzecz na którą muszę czekać, normalnie super. A czas jest kapryśny, kiedy chcemy by płynął szybciej, on jeszcze zwalnia, a kiedy chcemy by płynął wolniej, przyśpiesza. I tak będąc głową w chmurach dotarłam do celu. Kraina Polarnych Świateł była swego rodzaju równiną, z trzech stron otoczoną górami, których wierzchołki ginęły w chmurach. Słońce już prawie całkowicie zaszło, świat zaczął spowijać mrok. Szczerze nie wiem nawet dlaczego zwracam tak uwagę na to, co mnie otacza. Inne wilki interesuje raczej wszystko, tylko nie ładne widoki, zachody słońca, magiczne noce… i w taki sposób wróciłam do rozmyślań. Miałam trochę rzeczy do przemyślenia, dzisiaj wydarzyło się maksymalnie dużo rzeczy. Podsumowujmy to: ktoś chce mnie zabić, w dodatku w tym celu jest zdolny do wszystkiego, Lia jest kimś niezwykłym, wataha się teraz się na niej skupi, więc mogę nawet spokojnie spędzić tu noc, nie przejmując się, że ktoś zacznie mnie szukać. Aktualnie same pozytywne myśli- pomyślałam z przekąsem. Tymczasem rozejrzałam się. Śnieg ciągle padał, ale teraz już zdecydowanie gęściej. Coś przykuło moją uwagę, nie wiem co to było. Miało sylwetkę wilka, ale nie wyglądało, jakby to ująć, cieleśnie. Po prostu wyglądał jak duch i szedł w moim kierunku. Nie wiem dlaczego, ale nie cofnęłam się, nie uciekłam. Coś mi podpowiadało, że nie ma się czego bać. I z nieznanych mi dotąd przyczyn, posłuchałam tego „czegoś”. Po chwili był już blisko, zatrzymał się. Spojrzał mi prosto w oczy, uśmiechał się do mnie. Teraz już kompletnie nic nie rozumiem.
-Nic się nie zmieniłaś- powiedział, spokojnym i przyjacielskim tonem.- nie poznajesz mnie, prawda?
Jednak było inaczej. Przyjrzałam mu się dokładnie, moje serce przyspieszyło. To był on, mój tajemniczy obrońca. Wtedy tuż przed utratą pamięci, moje pierwsze wspomnienia które mi wróciły. Myśli miałam teraz kompletnie chaotyczne, nagle zrozumiałam wszystko, no.. może nie do końca.
-Poznaje cię, to ty wtedy skoczyłeś na tego czarnego wilka który mnie atakował- rzekłam z udawanym spokojem- ale nie rozumiem tu paru rzeczy. A mianowicie: Dlaczego teraz jesteś taki, hm.. przezroczysty? I o co chodzi z tym wilkiem, ogółem możesz mi to wytłumaczyć?
-Nie mogę ci wszystkiego opowiedzieć, to długa historia, a ja mam coraz mniej czasu. Najpierw sprawy najważniejsze- tu zerknął na mnie- czyli parę wyjaśnień. Nie zauważyłaś przypadkiem, że jak na wilka lodu nie lubisz zimy? I jakoś nie używasz swej mocy, na razie użyłaś jej tylko raz, prawda? Wtedy na rzece… to nie było tak jak ci się wydawało. To byłem ja. Jestem wilkiem lodu i mam dodatkowo pewną dziwną umiejętność- potrafię używać swych mocy nawet tam, gdzie mnie nie ma. Wystarczy, że jest tam ktoś mi bliski.- tu zrobił krótką przerwę.
Teraz chociaż wiadomo dlaczego nie używałam mojej mocy- po prostu jej nie miałam, w sytuacjach zagrożenia zmieniałam się w cień, to mi wystarczało.
-Teraz jeszcze krótkie wyjaśnienie mojej postaci. Nie mogłem do ciebie przyjść w mojej prawdziwej postaci, a muszę ci te parę spraw przekazać, to kwestia życia i śmierci.
-A gdzie ty jesteś? Znaczy twoje, yyy… ciało?- nie wiedziałam jak to ująć.
-Nie mogę ci powiedzieć, podobnie jak nie mogę ci powiedzieć kim jest twój prześladowca.- rzekł, miał smutny głos- Ale mogę dać ci pewną wskazówkę- twoją mocą nie jest lód, ale coś silniejszego i tu znowu nie mogę ci powiedzieć co, sama musisz do tego dojść.
-Nie rozumiem, dlaczego nie możesz mi tak wielu rzeczy powiedzieć?- przerwałam mu.
On tylko spuścił głowę, ale mówił dalej:
-Musisz jak najszybciej znaleźć swoją moc, swój żywioł. Od tego zależy twoje życie, a raczej jego długość. To wszystko co mogę ci powiedzieć. I pamiętaj o jeszcze jednym- nie mów nikomu o naszym spotkaniu, to co robię nie jest do końca bezpieczne, nikt po za nami nie może się o nim dowiedzieć. Staraj się o tym nie myśleć, są wilki które z łatwością mogą odczytać twe myśli. Ja już muszę iść, wrócę jeszcze, przynajmniej będę się starał…
Nie dokończył, rozpłynął się w powietrzu, a raczej śniegu. To było niezwykłe, śnieg zawirował jakby pod podmuchem wiatru. Kiedy opadł, mego przyjaciela już nie było. Teraz miałam jeszcze więcej spraw do przemyślenia. I szczerze się cieszyłam, że Lia właśnie teraz przekonała się o swojej wyjątkowości- dzięki temu zamaskuje moją tajemnicę, w najgorszym wypadku pomyślą, że jestem o nią zazdrosna. Pozostało mi tylko znaleźć swój żywioł…



<Napiszę jeszcze o znalezieniu tego żywiołu, teraz proszę Akunę, by napisała opko, o tym co się dzieje pod moją nieobecność w watasze. I proszę by mnie nikt nie odnalazł- muszę się namyśleć itd.>