poniedziałek, 2 marca 2015

Od Luny

I poszłyśmy na zwiady. Zapadał zmierzch, za chwilę zaczynała się nasza warta. Obeszłyśmy granice naszego terytorium, byłyśmy w Krainie Polarnych Świateł, obeszłyśmy Księżycowe Jeziorko, chwilę pokluczyłyśmy po Gwiezdnym Lesie. A nawet weszłyśmy na chwilę do Księżycowej Puszczy. Nic specjalnego nie przykuło naszej uwagi. Po skończeniu obchodu, poszłyśmy na swoje stanowiska. Wymyśliłyśmy to już parę tygodni temu, każda miała wyznaczony teren którego pilnowała, dzięki czemu jednocześnie ogarniałyśmy całe nasze terytorium. W razie kłopotów, jedna z nas miała po prostu zawyć, to był sygnał w stylu „Pomocy!”. Moje stanowisko było na południe i wschód od obozu, obejmowało głównie Las Mroku. Za to pozycja Akuny była w okolicach Księżycowej Puszczy i Gwiezdnego Lasu czyli na północ i zachód od obozu, dzięki czemu oby dwie miałyśmy do pilnowania jedna z granic naszego terytorium z Burzowymi. Po zajęciu stanowisk, każda z nas miała zawyć trzykrotnie, to za to był sygnał, że bezpiecznie dotarłyśmy. Kiedy doszłam już do granicy mojego lasu, zawyłam, raz, dwa i trzy. Teraz nastawiłam uszu, Akuna powinna lada chwila dać sygnał. Nie minęło 10 minut, a usłyszałam donośne wycie, liczyłam je. Po chwili odetchnęłam z ulgą, trzy wycia, znaczy, że wszystko gra. Ruszyłam na spacer, byłam maksymalnie czujna. Uszy sterczały mi jak anteny, a nos był niczym radar, wychwytywał nawet najlżejszą woń. Las Mroku ma to do siebie, że nawet w dzień wygląda przerażająco, a co dopiero o blasku księżyca. Teraz moja wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, każda gałąź wygląda niczym szpony, wyciągnięte, aby mnie pochwycić. A za każdym drzewem ukrywa się Burzowy, żądny krwi. Ale ignorowałam te zapędy wyobraźni, już któryś raz patroluje ten las, zawsze to samo uczucie. Skupiłam się na słuchu i węchu, na niego wyobraźnia nie miała już takiego wpływu. Zerknęłam w górę, gdzieś tam wysoko nad koronami drzew królował księżyc. Tajemniczy król na czarnym aksamicie nocnego nieba. Otaczali go złociści poddani- gwiazdy, piękne, ale nie dorównujące księżycowej potędze. Zamyśliłam się przez chwilę. Byłam gdzieś tam, wysoko, po za zasięgiem problemów i trosk. Ale na ziemię sprowadził mnie trzask łamanych gałązek i ostry zapach innego wilka. Skupiłam się, nie był to nikt z watahy, to wiem na pewno. A kimkolwiek był ten wilk, zbliżał się i to szybko. Znałam skądś ten zapach, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Ukryłam się w gęstych zaroślach, zrobiłam to tak cicho, że intruz tego nawet nie zauważył. Kiedy byłam już w kryjówce, zamieniłam się w cień, pozwoliłam by mrok nocy mnie pochłonął, uczynił niewyczuwalną. Nie minęło nawet pięć minut, a dostrzegłam sylwetkę wilka. Był to potężny basior, o kruczo czarnej sierści i oczach, o krwisto czerwonej barwie. Przeszedł mi po grzbiecie lodowaty dreszcz, to był ten sam wilk, co po utracie pamięci próbował mnie zabić. Wtedy cudem uniknęłam śmierci, tylko i wyłącznie dzięki Kryształowej Rzece, której nurt porwał mego prześladowcę. Tym razem nie mogłam liczyć na taki łut szczęścia, w pobliżu nie było żadnej rzeki. A co gorsze, nie mogłam zawołać Akuny, wycie zdradziłoby moją pozycję, a wtedy nie miałabym szans. Basior zatrzymał się w miejscu gdzie przed chwilą stałam, węszył. Pewnie poczuł mój zapach, pomyślałam zrozpaczona. Niestety moje pesymistyczne myśli się sprawdziły- mój wróg się uśmiechnął, najstraszniejszym uśmiechem jaki widziałam w życiu i obrócił się. Teraz patrzył perfekcyjne na moją kryjówkę, co nie przeczę, zaskoczyło mnie. Byłam przecież cieniem, nie powinien mnie wyczuć, a czym bardziej zauważyć! 
-Tym razem, złociutka mi nie uciekniesz- rzekł, mrożącym krew w żyłach głosem- ostatnim razem miałaś nadzwyczajnie szczęście, ale teraz, teraz ci się nie uda, nie przeżyjesz tej nocy, to mogę ci obiecać! 
I ruszył w moim kierunku. 
-Naprawdę myślałaś, że zamydlisz mi oczy? Widzę cię, twe śmieszne czary na mnie nie działają. 
Czyli już po mnie, pomyślałam przerażona. Ale, skoro i tak sytuacja jest beznadziejna, nie poddam się tak łatwo. Czułam krew dudniącą mi w uszach, moje serce zaczęło szybciej bić. I wyskoczyłam z mej już zresztą spalonej kryjówki. Ledwo wylądowałam na ziemi, ruszyłam najszybciej jak tylko umiałam. 
-Naprawdę myślisz, że mi uciekniesz? Wykończę cię powoli, aż w końcu, będziesz błagała o śmierć!- wykrzyczał za mną i natychmiast ruszył w pościg. 
Biegł na prawdę szybko. Ale ja siebie też nie oszczędzałam, biegłam coraz szybciej i szybciej, ziemia uciekała mi wręcz z pod łap, a las zlał się w jedną, niemalże czarną smugę. Adrenalina buzowała mi w żyłach, zabraniała mi się zatrzymać, mimo, że byłam z każdą minutą bardziej zmęczona. A mój prześladowca siedział mi na ogonie, co jakiś czas wykrzykując coraz to gorsze groźby. Nie wiem ile już tak uciekałam. Tylko czy to 1 godzin, czy 3 to już inna sprawa. Podczas tego szaleńczego biegu, jedynym mym towarzyszem był księżyc, spoglądał na mnie z góry, jakby zaniepokojony obrotem sytuacji. Chociaż równie dobrze mógł świetnie się bawić, oglądając tą nierówną walkę, walkę o życie, walkę o wszystko. Szczerze nie wiem, jak basior za mną nadążał i co ciekawe, nie wydawał się zmęczony, chociaż ja zaczynałam słaniać się na nogach. Nie mogłam zawyć, basior był zbyt silny nawet na naszą dwójkę, a nie chciałam by Akuna przeze mnie zginęła, tego bym sobie nigdy nie wybaczyła. Teraz słyszałam już tylko bicie mego serca, uderzało bardzo szybko, jakby było spłoszonym ptakiem, próbującym za wszelką cenę uciec z mojej klatki piersiowej. W końcu wybiegliśmy z lasu, teraz biegliśmy przez jakąś polanę, obejrzałam się, po raz pierwszy tej nocy. Basior był wykończony, dyszał okropnie. Zatrzymał się gdzieś w połowie polany. 
-Jeszcze cię znajdę, zobaczysz! I wykończę cię, chociażby miała to być ostatnia rzecz w moim życiu. Pamiętaj: J E S Z C Z E T U W R Ó C Ę !!!- wykrzyknął i znikł za osłoną drzew Mrocznego Lasu. Zatrzymałam się, już nie miałam przed czym uciekać, prześladowca się poddał. Ale ta myśl wcale mnie nie cieszyła, byłam po prostu na skraju całkowitego wykończenia. Nie miałam nawet siły wzywać pomocy. Spojrzałam w górę, słońce powoli wkradało się na niebo, oświadczając początek nowego dnia. Biegłam całą noc. Nie wiem jakim cudem mi się to udało, ale obstawiam, że to sprawka strachu i adrenaliny, kto by pomyślał, że tyle mogą zdziałać. Moje myśli były coraz wolniejsze, wiedziałam, że za chwilę padnę, najzwyczajniej w świecie. Ledwo to pomyślałam, a łapy się pode mną ugięły. Osunęłam się na ziemię. Praktycznie od razu po zderzeniu z ziemią zapadłam w sen. Wszystko zaczęłam słyszeć jak prze mgłę. Czas stał się dla mnie pojęciem względnym. Słyszałam jakieś głosy, ale nie potrafiłam ich rozpoznać. Nie zostałam w tym stanie długo, w końcu zapadłam w zwyczajny, względnie spokojny sen. Nic mi się nie śniło, tylko czerń, najgłębsza jaką w życiu widziałam. 

<Kto poczuje się na siłach. Wiadomo, że ktoś mnie znajduje, ale kto to już w zależności od chęci. Mogę spać nawet parę dni. Jednocześnie mogli mnie znaleźć nawet Burzowi, w trakcie ucieczki nie zwróciłam uwagi, w którym kierunku biegnę. Jeśli oni mnie znaleźli, niech ktoś napisze, że nie wróciłam z nocnej warty i opisze np. uczucia członków watahy, kto się martwił itd.> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz