Okej, o co by tu zapytać. Taka okazja może się nie powtórzyć. W ciągu
tej jednej rozmowy, dowiedziałam się zaskakująco wiele rzeczy. Wiem już
kim jest mój prześladowca, oraz czym się kieruje. Dowiedziałam się też
co nieco o moim rodzeństwie. Te informacje mogą okazać się bezcenne, a
na razie, zaspokoją moją ciekawość. Przy okazji, ciekawe motto- „Tylko
ci, którzy są gotowi na śmierć powinni mieć prawo zabijać”. Ciągle nie
wiedziałam o co zapytać. Moje rozmyślania przerwało donośne wycie
Konany. Zebranie, tylko w jakiej sprawie? Raźno ruszyłam z Ravenem w
kierunku, skąd dobiegało wycie. Szybko tam doszliśmy. Byliśmy w
komplecie, co ciekawe Akuna przyszła z Sorą. Zebranie odbyło się dość
szybko, Konana tylko ogłosiła See generałem. Po chwili wszyscy się
rozeszli w swoją stronę.
-To pytasz jeszcze o coś?- zagadnął Raven.
-Może kiedy indziej, teraz mi nic nie przychodzi do głowy.-
odparłam. Mówiłam szczerze, za Chiny nie mogłam nic wykombinować.
Normalnie w głowie mam całe kłębowisko pytań, a teraz jak na złość
pustka.
-To jakby co wiesz gdzie mnie znaleźć- powiedział basior, widocznie chciał już iść, w sumie długo gadaliśmy, nie dziwie mu się.
-To do zobaczenia- pożegnałam się. Raven ruszył chyba w kierunku
obozu, nie wiem konkretnie. Jakoś nie zwróciłam uwagi na to, w którym
kierunku ruszył. Sama poszłam w tylko sobie znanym kierunku. Był już
środek nocy, z pewnością grubo po północy. Byłam, jak to ostatnio mi się
często zdarza, zatopiona w myślach. Mam o czym myśleć, nie przeczę. A
teraz doszedł jeszcze temat mego „ochroniarza” jak to ujął Raven.
Ciekawe kto nim jest… I nagle mnie olśniło. Zatrzymałam się, porażona
własną głupotą. Jak mogłam się wcześniej nie domyślić? To takie
oczywiste! Mój srebrzysto włosy obrońca, ten basior którego widziałam w
Krainie polarnych świateł. To MUSI być on. To by wszystko wyjaśniało…
Dlatego mi nie mógł tylu rzeczy powiedzieć, to właśnie dlatego mnie
wtedy obronił. Wszystko się złożyło w logiczną całość. A przynajmniej
prawie wszystko. Nie żebym wiedziała czego brakuje, ale to by było
zwyczajnie zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Tymczasem już prawie
dotarłam na miejsce, jeszcze chwila a postawie łapy w Księżycowej
puszczy. Nie wiem dlaczego akurat tutaj, tak jakoś zapragnęłam tu
przyjść. Najprawdopodobniej to wina tego, że obudziłam się właśnie tutaj
po mojej utracie pamięci. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Ten tępy ból
głowy i kompletną pustkę… A potem strach, kiedy zobaczyłam mego
prześladowcę, umorusanego krwią. A potem ta ucieczka i niespodziewane
ocalenie. Tak, to on musi być moim ochroniarzem, świetnie pasuje do tej
funkcji. I pamiętam jak to powiedział- „Moje czary mogą działać
praktycznie wszędzie, jeśli jest tam chociaż 1 osoba na której naprawdę
mi zależy…”, czy jakoś tak. Ogółem sens jest taki. Czyli muszę coś dla
niego znaczyć, ciekawe… Tymczasem zobaczyłam już drzewa pradawnej
puszczy, skąpane w blasku księżyca. Pora znaleźć miejsce w którym się
przebudziłam. Teraz puszcza wyglądała dziwnie, a może nawet trochę
strasznie. Wyobraźnia znowu pracowała na pełnych obrotach, jak wtedy w
Mrocznym lesie. Znowu za każdym drzewem ktoś się czaił. To przeklęte
uczucie nie dawało mi spokoju. Kiedy chmury przykryły na chwilę księżyc,
uczucie wzrosło na sile. Tylko z tą małą różnicą, że nie byłam już
tylko wystraszona. Teraz zaczynałam być zła, strach powoli ustępował
miejsca furii. Nie wiem nawet skąd się brała, byłam zwyczajnie zła.
Poczułam ciepło energii w łapach, to przyjemne uczucie. To mnie
uspokoiło. Energia to niezwykły żywioł, może przywrócić życie, albo je
odebrać. Taka nienamacalna, ale silna. Nic nie narzuca, można jej użyć
na wiele sposobów. Poczułam nagłą chęć wypróbowania jej. Zobaczenia, co
potrafię. Wzięłam głęboki wdech, skupiłam się na całej energii jaką mam w
sobie. Spróbowałam wyobrazić ją sobie jako coś cielesnego, namacalnego.
Tak jak wtedy, kiedy ratowałam Shina. Nagle zdałam sobie z czegoś
sprawę. Drugi raz wciągu jednej nocy poczułam się jak największa
idiotka. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam?! Harwes również miał
żywioł energię. Wtedy byłam zbyt podniecona znalezieniem mojego żywiołu,
nie zwróciłam uwagi na coś tak oczywistego. Niepokojące, żeby tak
stracić głowę? Muszę się wystrzegać takich sytuacji, a zwłaszcza teraz-
kiedy mam już dość kłopotów. W dodatku ten demon Akuny… ach nie
wyrabiam. Za dużo tego wszystkiego. Kiedy to się skończy? Kiedy wreszcie
będę miała spokój? Nagle usłyszałam trzask gałęzi, już po raz 2 wyrwał
mnie z rozmyślań. Ostatnio był to mój wróg, ciekawe kogo teraz spotkam?
Ruszyłam w kierunku, skąd dochodził ten hałas. Ze zdziwienia odebrało mi
mowę, jej tu się akurat nie spodziewałam. To była Akuna. Ostatnio się
trochę poprztykałyśmy, tak bez żadnego powodu. Patrzyłyśmy na siebie w
milczeniu, żadna nie wiedziała co powiedzieć. Ciekawe jak długo mnie
obserwuje?
-Sorki za tamto, nie wiem co we mnie wstąpiło- odezwała się pierwsza
Akuna. To mnie zbiło z tropu, nie spodziewałam się przeprosin.
-To zgoda?- zapytałam dla upewnienia. Byłam jeszcze nieco zszokowana.
-Jasne- odparła wadera z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech. Wszystko szło jak po maśle.
-Idziemy na obchód? Mamy dzisiaj wartę…- przypomniała mi.
-Ach tak, zapomniałam kompletnie. To może zrobimy ten obchód i trochę pogadamy?- zaproponowałam. Przyjemne z pożytecznym.
-Dobry pomysł- stwierdziła moja przyjaciółka.
<Akuna? Ktoś nowy doszedł do watahy, czemu niby mamy go nie
spotkać? ;) Albo też ktoś inny… Ach ten obchód musi przynieść coś
ciekawego, ja to czuje :D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz