środa, 11 marca 2015

Od Luny do Ravena i Akuny

Okej, o co by tu zapytać. Taka okazja może się nie powtórzyć. W ciągu tej jednej rozmowy, dowiedziałam się zaskakująco wiele rzeczy. Wiem już kim jest mój prześladowca, oraz czym się kieruje. Dowiedziałam się też co nieco o moim rodzeństwie. Te informacje mogą okazać się bezcenne, a na razie, zaspokoją moją ciekawość. Przy okazji, ciekawe motto- „Tylko ci, którzy są gotowi na śmierć powinni mieć prawo zabijać”. Ciągle nie wiedziałam o co zapytać. Moje rozmyślania przerwało donośne wycie Konany. Zebranie, tylko w jakiej sprawie? Raźno ruszyłam z Ravenem w kierunku, skąd dobiegało wycie. Szybko tam doszliśmy. Byliśmy w komplecie, co ciekawe Akuna przyszła z Sorą. Zebranie odbyło się dość szybko, Konana tylko ogłosiła See generałem. Po chwili wszyscy się rozeszli w swoją stronę.
-To pytasz jeszcze o coś?- zagadnął Raven.
-Może kiedy indziej, teraz mi nic nie przychodzi do głowy.- odparłam. Mówiłam szczerze, za Chiny nie mogłam nic wykombinować. Normalnie w głowie mam całe kłębowisko pytań, a teraz jak na złość pustka.
-To jakby co wiesz gdzie mnie znaleźć- powiedział basior, widocznie chciał już iść, w sumie długo gadaliśmy, nie dziwie mu się.
-To do zobaczenia- pożegnałam się. Raven ruszył chyba w kierunku obozu, nie wiem konkretnie. Jakoś nie zwróciłam uwagi na to, w którym kierunku ruszył. Sama poszłam w tylko sobie znanym kierunku. Był już środek nocy, z pewnością grubo po północy. Byłam, jak to ostatnio mi się często zdarza, zatopiona w myślach. Mam o czym myśleć, nie przeczę. A teraz doszedł jeszcze temat mego „ochroniarza” jak to ujął Raven. Ciekawe kto nim jest… I nagle mnie olśniło. Zatrzymałam się, porażona własną głupotą. Jak mogłam się wcześniej nie domyślić? To takie oczywiste! Mój srebrzysto włosy obrońca, ten basior którego widziałam w Krainie polarnych świateł. To MUSI być on. To by wszystko wyjaśniało… Dlatego mi nie mógł tylu rzeczy powiedzieć, to właśnie dlatego mnie wtedy obronił. Wszystko się złożyło w logiczną całość. A przynajmniej prawie wszystko. Nie żebym wiedziała czego brakuje, ale to by było zwyczajnie zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Tymczasem już prawie dotarłam na miejsce, jeszcze chwila a postawie łapy w Księżycowej puszczy. Nie wiem dlaczego akurat tutaj, tak jakoś zapragnęłam tu przyjść. Najprawdopodobniej to wina tego, że obudziłam się właśnie tutaj po mojej utracie pamięci. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Ten tępy ból głowy i kompletną pustkę… A potem strach, kiedy zobaczyłam mego prześladowcę, umorusanego krwią. A potem ta ucieczka i niespodziewane ocalenie. Tak, to on musi być moim ochroniarzem, świetnie pasuje do tej funkcji. I pamiętam jak to powiedział- „Moje czary mogą działać praktycznie wszędzie, jeśli jest tam chociaż 1 osoba na której naprawdę mi zależy…”, czy jakoś tak. Ogółem sens jest taki. Czyli muszę coś dla niego znaczyć, ciekawe… Tymczasem zobaczyłam już drzewa pradawnej puszczy, skąpane w blasku księżyca. Pora znaleźć miejsce w którym się przebudziłam. Teraz puszcza wyglądała dziwnie, a może nawet trochę strasznie. Wyobraźnia znowu pracowała na pełnych obrotach, jak wtedy w Mrocznym lesie. Znowu za każdym drzewem ktoś się czaił. To przeklęte uczucie nie dawało mi spokoju. Kiedy chmury przykryły na chwilę księżyc, uczucie wzrosło na sile. Tylko z tą małą różnicą, że nie byłam już tylko wystraszona. Teraz zaczynałam być zła, strach powoli ustępował miejsca furii. Nie wiem nawet skąd się brała, byłam zwyczajnie zła. Poczułam ciepło energii w łapach, to przyjemne uczucie. To mnie uspokoiło. Energia to niezwykły żywioł, może przywrócić życie, albo je odebrać. Taka nienamacalna, ale silna. Nic nie narzuca, można jej użyć na wiele sposobów. Poczułam nagłą chęć wypróbowania jej. Zobaczenia, co potrafię. Wzięłam głęboki wdech, skupiłam się na całej energii jaką mam w sobie. Spróbowałam wyobrazić ją sobie jako coś cielesnego, namacalnego. Tak jak wtedy, kiedy ratowałam Shina. Nagle zdałam sobie z czegoś sprawę. Drugi raz wciągu jednej nocy poczułam się jak największa idiotka. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam?! Harwes również miał żywioł energię. Wtedy byłam zbyt podniecona znalezieniem mojego żywiołu, nie zwróciłam uwagi na coś tak oczywistego. Niepokojące, żeby tak stracić głowę? Muszę się wystrzegać takich sytuacji, a zwłaszcza teraz- kiedy mam już dość kłopotów. W dodatku ten demon Akuny… ach nie wyrabiam. Za dużo tego wszystkiego. Kiedy to się skończy? Kiedy wreszcie będę miała spokój? Nagle usłyszałam trzask gałęzi, już po raz 2 wyrwał mnie z rozmyślań. Ostatnio był to mój wróg, ciekawe kogo teraz spotkam? Ruszyłam w kierunku, skąd dochodził ten hałas. Ze zdziwienia odebrało mi mowę, jej tu się akurat nie spodziewałam. To była Akuna. Ostatnio się trochę poprztykałyśmy, tak bez żadnego powodu. Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu, żadna nie wiedziała co powiedzieć. Ciekawe jak długo mnie obserwuje?
-Sorki za tamto, nie wiem co we mnie wstąpiło- odezwała się pierwsza Akuna. To mnie zbiło z tropu, nie spodziewałam się przeprosin.
-To zgoda?- zapytałam dla upewnienia. Byłam jeszcze nieco zszokowana.
-Jasne- odparła wadera z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech. Wszystko szło jak po maśle.
-Idziemy na obchód? Mamy dzisiaj wartę…- przypomniała mi.
-Ach tak, zapomniałam kompletnie. To może zrobimy ten obchód i trochę pogadamy?- zaproponowałam. Przyjemne z pożytecznym.
-Dobry pomysł- stwierdziła moja przyjaciółka.

<Akuna? Ktoś nowy doszedł do watahy, czemu niby mamy go nie spotkać? ;) Albo też ktoś inny… Ach ten obchód musi przynieść coś ciekawego, ja to czuje :D>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz