Ocknęłam się w tym samym miejscu gdzie Raven mnie zostawił. Nie wiem co
mi zrobił, ale jeszcze działało na mnie. Wstałam i poczułam się smutna i
zmieszana. Nie musiałam czekać długo, mój stan umysłu szybko mi
przeszedł. Zdałam sobie sprawę że rzuciłam się Ravenowi w objęcia. Nie
wiedziałam także dlaczego aż tak mnie to ruszyło że Luna się tak
zachowała. Coś się ze mną dzieje.
Muszę to przemyśleć, a dokładniej sprawę z Luną. Tylko teraz to się
liczy. Dotarło do mnie że bez powodu wydarłam się na Aslana.
- Muszę wszystko naprawić - powiedziawszy to wstałam u ruszyłam w stronę obozu.
Dzień był miły i ciepły. Przechodziłam właśnie koło miejsca
łowieckiego Sory. Tak jak myślałam był tam, zaczaił się na ofiarę.
Podszedł bliżej i jednym błyskawicznym ruchem pozbawił sarnę życia.
Podeszłam do niego
- Może pomogę ci dostarczyć to do obozu ?
- O, Akuna. Strasznie cicho się poruszasz. Jeżeli tylko masz ochotę to możesz mi pomóc.
- No pewnie że pomogę. - powiedziałam to i uśmiechnęłam się do niego. Sora odpowiedział mi uśmiechem.
Złapałam za przednią kończynę a Sora za tylną. Razem było raźniej i
szybciej iść. Mimo że szliśmy w ciszy, to ta cisza nie należała do
niezręcznych. Była przepełnioną współpracą i radością. Po takiej
tułaczce dotarliśmy do obozu. Na wejściu zobaczyłam Raven'a i Lunę. Nie
zauważyli nas. Aslan jak tylko mnie zobaczył schował się. Sora zauważył
to.
- Zostawmy to tutaj i chodź się przejść - zaproponował
Spojrzałam tylko na Raven'a i Lunę. Stali dalej tyłem do nas. Wcale nie jestem zazdrosna.
- No pewnie chodźmy.
Zostawiliśmy łup na ziemi i poszliśmy na spacer.
(Sora ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz