sobota, 14 marca 2015
Od Luny do Raven'a
Ruszyłam więc z Shin’em na poszukiwanie roślin. Od czego zacząć? Chyba najlepiej będzie, jeśli najpierw wykryje coś, w co by można było włożyć rośliny, kiedy już je znajdę. I tu mamy kłopot, co by się do tego nadawało? Nie znam się na roślinach, wolę nie trzymać ich bezpośrednio w pysku. Ruszyłam do obozu, może tam coś znajdę. Niestety do tego lasu nie chodzą ludzie, nie zwinę żadnemu grzybiarzowi koszyka. Chociaż ciekawe co by zrobił, zbiera se spokojnie grzybki, a tu nagle podchodzi biały wilk i zabiera mu koszyk. Zachichotałam pod nosem, mina człowieka byłaby bezcenna. W tym czasie dotarłam już do Obozu, nikogo nie było. Ostatnio ciągle nikogo nie ma, wszyscy gdzieś chodzą. Zajrzałam do wszystkich domów, bezskutecznie. Nawet w tych najbardziej zawalonych nie było tego co szukałam. Pięknie, nie zaczęłam nawet szukać tych ziół, a już coś mi nie wychodzi. Ja to mam szczęście! Już kiedy miałam się poddać, znalazłam pod ścianą worek. Trąciłam go łapą, płócienny, pamiętający lepsze czasy. Ale lepszy rydz, niż nic. Wzięłam worek do pyska i ruszyłam ku Gwiezdnemu lasu. Shine przysiadł mi na ramieniu. Powtórzyłam sobie w myślach nazwy roślin które muszę znaleźć: orlik, mak, hiacynt i jeżyna. Od czego by tu zacząć?
-Czego szukamy?- zapytał mój towarzysz. Dobre pytanie… zacznijmy od czegoś prostego.
-Na początek jeżyna, taki mały krzak. Liście jak u pokrzywy, granatowo fioletowe owoce, z wyglądu przypominające maliny.- wyjaśniłam na wszelki wypadek.
-To ja też będę się rozglądał, co dwie pary oczu to nie jedna!- skończywszy, pochylił się i zaczął z uwagą oglądać bogatą roślinność podszycia. Jak na złość, niegdzie nie było widać żadnych jeżyn. Czerwone poziomki, miękki mech, granatowe jagody, ogromne, zielone paprocie, wszystko, tylko nie to czego akurat szukam. Nie rozmawiałam z mym towarzyszem, a to głównie dlatego, że ciężko się mówi trzymając worek w pysku. W końcu coś zobaczyłam kontem oka i, nareszcie, znalazłam upragnioną zieleninę. Wyrwałam cały krzew i wrzuciłam go do worka. Na szczęście, znalazłam dość młodą jeżynę, nie mogłam wyrzucić żadnej części, bo Raven nie powiedział czego konkretnie potrzebuje, owoców, liści, czy może korzeni. Ruszyliśmy dalej.
-Co teraz?- zagadnął feniks. Kolejne dobre pytanie, co teraz?!
-Znajdźmy jakąś polanę, teraz musimy znaleźć parę kwiatów.
-A konkretnie?- dopytał się Shine. Przymrużyłam oczy w zamyśleniu.
-Mak, orlik i hiacynt. Z makiem powinno pójść szybko, kwiat o krwistoczerwonych płatkach. Orlik, również kwiat, 5 płatków ostro zakończonych, rośnie pojedynczo, różne kolory. A na koniec hiacynt, grube zielone liście, paręnaście kwiatów na jednej łodyżce. Kolor najczęściej fioletowy.- opisałam najdokładniej jak umiem i nie pytajcie, skąd to wiem. Najzwyczajniej wiem, po prostu. Po jakiś 3 minutach, naszym oczom ukazała się polana. Rozpoznałam ją, to ta sama gdzie spotkałam Aslana kiedy ożywiał kwiatka. Świetnie to pamiętam, w końcu wydarzyło się to niedawno. Shine wzleciał z mego ramienia i zaczął krążyć przy ziemi, w poszukiwaniu „naszych” roślin. Po chwili przyleciał i triumfalnie wrzucił do worka czerwonego maka. Pozostały jeszcze 2 kwiaty, nie jest źle. Ruszyłam na poszukiwania. Stokrotki, zawilce, wszystko tylko nie hiacynty i orliki. W końcu, znalazłam fioletowego hiacynta. Zadowolona postawiłam worek i zerwałam zdobycz. Teraz już tylko orlik. Szczęśliwa zaczęłam szukać z jeszcze większym zapałem, tylko 1 przeklęty kwiatek i spokój! Nie należę do wilków lubiących zbierać zieleninę, gdyby nie chodziło o Akunę, nie podjęłabym się tego zadania. Szukałam i szukałam, a upragnionego kwiatu nie widać. Mimo dużych wysiłków, ani ja, ani Shine, nie mogliśmy go wykryć. Polana była dość duża, jej dokładne przeszukanie trwało wieki. Ale po tych wiekach szukania, orlik został odnaleziony. Zwinnie go zerwałam i ukryłam w czeluściach worka. Zadanie wykonane, nareszcie! Nawet Shine, mimo, że należy do cierpliwych stworzeń, miał już dość zielska na dłuuugi czas. Podobnie zresztą jak ja.
-Shine, polecisz do Ravena i powiesz, że mamy już te nieszczęsne rośliny? Będę czekała na was w Obozie.
-Dobrze.- powiedział mój towarzysz i zerwał się do lotu. Na pewno woli to zadanie, niż szukanie roślinek. Przyśpieszyłam kroku, chciałam być przed Ravenem w Obozie. Po 15 minutach byłam już u celu. Przysiadłam na widoku, położyłam worek obok siebie i czekałam na basiora.
<Raven? Po co ci ta zielenina? I jak poszukiwania wilczego ziela? A może coś się wydarzy w drodze do Obozu? Któż to wie…>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz