poniedziałek, 9 marca 2015

Od Luny do Raven'a

Nie wiem o co chodziło Akunie, jak można się tak fochać o zniknięcie, zaledwie na 1,5 dnia? Ogółem od kiedy Raven przystąpił do watahy, stała się bardzo nerwowa. To daje do myślenia. Z każdym przebytym przeze mnie metrem, złość się ze mnie ulatniała. Może faktycznie ma zły dzień? Do jutra powinno jej przejść. I tak prawie całkiem zatopiona w myślach, dotarłam do niewielkiej polany w środku lasu. Zobaczyłam Aslana, wyglądał na zdołowanego. Po chwili podszedł do jakiegoś kwiatka, który już zaczynał przekwitać, wyglądał marnie. Wystarczył jego dotyk, a kwiat zdecydowanie ożył, a jego kolor stał się intensywnie niebieski. Zaskoczyło mnie to- kolejna osoba w watasze umiejąca ożywiać, chociaż każdy w inny sposób. Lia ożywia rośliny, ale łzami. Sora leczy rany, również łzami. Ja mogę najwyżej dodać energii, nie wiem czy zalicza się to do ożywiania, ale od biedy można zaliczyć. I jeszcze Aslan- rośliny, dotykiem. Co najmniej ciekawe, a jeszcze lepsze jest to, że nie mamy medyka. Doprawdy, ciekawe… Ale wracając do spraw aktualnych, podeszłam do Aslana. Zaskoczyłam go. On też zauważył, że Akuna się ostatnio zmieniła i też podejrzewa o to Ravena. Coś musi być na rzeczy, trzeba to sprawdzić. Ale to później. Nie zostawię małego samego, odprowadziłam go do Obozu. Muszę się trochę zastanowić i wyczaić o co chodzi z Akuną i Ravelem. Trzeba to wybadać, Lia gdzieś zaginęła, a więc sama muszę się tym zająć. Ruszyłam w kierunku lasu, może znajdę któreś z nich. Nastawiłam więc nosa i ruszyłam przed siebie. Szłam już przez dłuższą chwilę, nikogo nie wyczułam. Pozostało tylko szukać dalej. Nawet nie wiem kiedy, a zaczęłam rozmawiać z Shine’m. Taka gadka- szmatka, ot nic specjalnego. A czas trochę szybciej leciał. Nadal węszyłam, może wreszcie wyjaśnię o co chodziło. Czasem ta moja wrodzona ciekawość naprawdę mnie irytuje, ale nic na to nie poradzę. Taka już jestem. Trzeba z tym żyć. Pomyślałam teraz o moim „nowym” żywiole. Shine na chwilę odleciał. Co mi szkodzi go wypróbować? Rozejrzałam się, ale nic nie zwróciło mojej uwagi. A więc spróbujmy... Skupiłam całą swoją energię, czułam jej ciepło rozchodzące się po moim ciele. I co by tu zrobić? Przyszedł mi do głowy niezły pomysł, może popróbuje z moimi myślami. W sensie z ich ochroną, wtedy już nie będę musiała się obawiać swoich myśli przy Aslanie... Kuszące, nie przeczę. Spróbować nie szkodzi, mogę zawsze jeszcze skoczyć do obozu i zapytać Aslana, czy słyszy moje myśli. Skupiłam swoją energię wokół moich myśli. Otoczyłam je żelaznym murem. Byłam zadowolona z efektu, pora na test w praktyce. Ruszyłam raźnym krokiem do Obozu. Nagle poczułam ból głowy, okropne pulsowanie. Jęknęłam, ból nie chciał ustąpić. Po chwili poczułam znajomy zapach. Raven. Dziwne, dlaczego pojawił się akurat teraz? Może on też czyta w myślach? Zapytam go jak tylko będę w stanie. Z trudem dźwignęłam się na nogi. Po chwili zza osłony drzew pojawił nasz nasz biały basior. Kiedy mnie zobaczył wyglądał na co najmniej zdziwionego. Przyglądał mi się bez słowa, ja też się nie odzywałam. Staliśmy tak w milczeniu.

<Raven? Co poczułeś? Czytałeś moje myśli? I co było dalej?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz