Nie wiem o co chodziło Akunie, jak można się tak fochać o zniknięcie,
zaledwie na 1,5 dnia? Ogółem od kiedy Raven przystąpił do watahy, stała
się bardzo nerwowa. To daje do myślenia. Z każdym przebytym przeze mnie
metrem, złość się ze mnie ulatniała. Może faktycznie ma zły dzień? Do
jutra powinno jej przejść. I tak prawie całkiem zatopiona w myślach,
dotarłam do niewielkiej polany w środku lasu. Zobaczyłam Aslana,
wyglądał na zdołowanego. Po chwili podszedł do jakiegoś kwiatka, który
już zaczynał przekwitać, wyglądał marnie. Wystarczył jego dotyk, a kwiat
zdecydowanie ożył, a jego kolor stał się intensywnie niebieski.
Zaskoczyło mnie to- kolejna osoba w watasze umiejąca ożywiać, chociaż
każdy w inny sposób. Lia ożywia rośliny, ale łzami. Sora leczy rany,
również łzami. Ja mogę najwyżej dodać energii, nie wiem czy zalicza się
to do ożywiania, ale od biedy można zaliczyć. I jeszcze Aslan- rośliny,
dotykiem. Co najmniej ciekawe, a jeszcze lepsze jest to, że nie mamy
medyka. Doprawdy, ciekawe… Ale wracając do spraw aktualnych, podeszłam
do Aslana. Zaskoczyłam go. On też zauważył, że Akuna się ostatnio
zmieniła i też podejrzewa o to Ravena. Coś musi być na rzeczy, trzeba to
sprawdzić. Ale to później. Nie zostawię małego samego, odprowadziłam go
do Obozu. Muszę się trochę zastanowić i wyczaić o co chodzi z Akuną i
Ravelem. Trzeba to wybadać, Lia gdzieś zaginęła, a więc sama muszę się
tym zająć. Ruszyłam w kierunku lasu, może znajdę któreś z nich.
Nastawiłam więc nosa i ruszyłam przed siebie. Szłam już przez dłuższą
chwilę, nikogo nie wyczułam. Pozostało tylko szukać dalej. Nawet nie
wiem kiedy, a zaczęłam rozmawiać z Shine’m. Taka gadka- szmatka, ot nic
specjalnego. A czas trochę szybciej leciał. Nadal węszyłam, może
wreszcie wyjaśnię o co chodziło. Czasem ta moja wrodzona ciekawość
naprawdę mnie irytuje, ale nic na to nie poradzę. Taka już jestem.
Trzeba z tym żyć. Pomyślałam teraz o moim „nowym” żywiole. Shine na
chwilę odleciał. Co mi szkodzi go wypróbować? Rozejrzałam się, ale nic
nie zwróciło mojej uwagi. A więc spróbujmy... Skupiłam całą swoją
energię, czułam jej ciepło rozchodzące się po moim ciele. I co by tu
zrobić? Przyszedł mi do głowy niezły pomysł, może popróbuje z moimi
myślami. W sensie z ich ochroną, wtedy już nie będę musiała się obawiać
swoich myśli przy Aslanie... Kuszące, nie przeczę. Spróbować nie
szkodzi, mogę zawsze jeszcze skoczyć do obozu i zapytać Aslana, czy
słyszy moje myśli. Skupiłam swoją energię wokół moich myśli. Otoczyłam
je żelaznym murem. Byłam zadowolona z efektu, pora na test w praktyce.
Ruszyłam raźnym krokiem do Obozu. Nagle poczułam ból głowy, okropne
pulsowanie. Jęknęłam, ból nie chciał ustąpić. Po chwili poczułam znajomy
zapach. Raven. Dziwne, dlaczego pojawił się akurat teraz? Może on też
czyta w myślach? Zapytam go jak tylko będę w stanie. Z trudem dźwignęłam
się na nogi. Po chwili zza osłony drzew pojawił nasz nasz biały basior.
Kiedy mnie zobaczył wyglądał na co najmniej zdziwionego. Przyglądał mi
się bez słowa, ja też się nie odzywałam. Staliśmy tak w milczeniu.
<Raven? Co poczułeś? Czytałeś moje myśli? I co było dalej?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz