A więc czekałam w tym miejscu co wcześniej. Chwilę temu Shine poleciał
po Ravena, to może chwilę potrwać. Po jakiś 10 minutach, dostrzegłam
jasny punkt na niebie. Z czasem zaczął się powiększać i przybiera ć
znany mi dobrze kształt. Chwilę potem mój towarzysz usiadł mi na
ramieniu.
-Jakie wieści?- zapytałam.
-Macie się spotkać w Lesie Mroku, a i masz wziąć jeszcze 2
przedmioty: jeden należący do Akuny, drugi do ciebie.- odparł spokojnie
mój towarzysz. A ja już myślałam, że na dziś koniec szukania. Teraz
powinno być prościej, w końcu mam mniejszy teren do przeszukania.
-To ja pójdę do pokoju Akuny, znaczy chatki. Ach, nie wiem jak to
nazwać, ogółem wiesz o co chodzi. Wezmę co potrzebujemy, zaczekasz na
mnie?- zapytałam na koniec.
-Jasne, jakby co wołaj.- powiedziawszy to usiadł na gałęzi
najbliższego drzewa. Ruszyłam w kierunku naszych domów. Ogółem ciężko je
nazwać domami, prędzej domkami. Mój akurat sąsiaduje z domkiem Akuny.
To dość praktyczne- często chodzimy razem na patrole, kiedy wracamy to
nikogo nie budzimy. Najpierw ruszyłam w kierunku „chatki” mojej
przyjaciółki. Tym razem zacznijmy od trudniejszego, tak dla odmiany. Nie
był zbyt umeblowany, ogólnie prawie nic w nim nie było. Głównie jakieś
skóry pod ścianą, pełniące funkcję łóżka. I jeszcze parę gratów, których
po prostu nikomu się nie chciało wyrzucić. Rozejrzałam się, nie
zobaczyłam nic co bym mogła wziąć. Żadnych błyskotek, ani rzeczy tego
typu. Przecież jednej z tych skór nie wezmę, natychmiast by zauważyła
jej brak. To musi być coś małego, nie rzucającego się w oczy. Obeszłam
pokój. Nagle moją uwagę przykuł pewien przedmiot. A mianowicie prastary
puchar, a raczej kielich. Zaśniedziały, pokryty pajęczynami.
Teoretycznie należy do Akuny, nie? To, że by go od razu wyrzuciła, gdyby
tylko wiedziała, że istnieje, to już kompletnie inna sprawa. Chwyciłam
kielich i delikatnie włożyłam go do worka, który jakimś cudem pamiętałam
wziąć. Ruszyłam raźno do mojego domu. Tu umeblowanie było dość podobne
do „chaty” Akuny- parę skór pod ścianą i trochę gratów nie wiadomego
pochodzenia. Na początek poszłam przejrzeć graty. Rozgrzebałam górę
rzeczy różnych, w większości śmieci. Moją uwagę przykuł pewien wisiorek.
Delikatnie chwyciłam go zębami i wyszłam na zewnątrz by mu się lepiej
przyjrzeć. Musiał być okropnie stary, miał barwę starego złota, chociaż
nie wierzę by był z niego wykonany. Miał ogółem okrągły kształt, z
wygrawerowanym drzewem. A na tym drzewie, niby liście, przyczepione były
zielone kryształki. Nie znam się na klejnotach, ale istnieje cień
szansy, że to szmaragdy. Wisiorek mi się od razu spodobał i mimo, że
widzę go 1 raz na oczy, zdecydowałam się na wzięcie właśnie jego. W
końcu, od kiedy tu mieszkam jest mój, ale to, że o nim nie wiedziałam,
to już inna historia. Zadowolona wyszłam z mego domu i ruszyłam ku
miejscu gdzie zostawiłam Shine. Feniks ciągle na mnie czekał. Chwyciłam
wygodniej worek i ruszyłam na południe. Szłam tak chwilę, miałam tylko
nadzieję, że się nie spóźnię. W sumie nie umówiliśmy się na konkretną
godzinę, więc nie mogę się spóźnić. Nie minęło 20 minut, a zagłębiłam
się w otchłań Lasu Mroku. Mam z tym miejscem złe wspomnienia, kiedy
byłam tu ostatnio, niemal zginęłam. Ale mus, to mus. Tylko dlaczego
akurat tutaj? Mało dobrych miejsc na spotkanie w okolicy?
-A tak w ogóle, to gdzie konkretniej się mamy spotkać?- zapytałam
mego towarzysza. Las Mroku to miejsce dość rozległe, wypadałoby wiedzieć
coś więcej o miejscu spotkania.
-Nie wiem, ten wilk nic więcej nie powiedział- odparł Shine. Jeśli
nie ma konkretnego miejsca, pozostało mi znaleźć jakiekolwiek i mieć
nadzieję, że spotkam Ravena. Szłam jeszcze parę minut, potem przysiadłam
pod jednym z drzew, kładąc bezcenny worek tuż obok mnie. Nie czekałam
długo, już po chwili znajoma sylwetka Ravena zamajaczyła pomiędzy pniami
drzew.
<Raven? Po co ci ta zielenina? I jest jakaś nadzieja, że zachowam naszyjnik? Spodobał mi się >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz