Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Myślałam jak by tu wykryć ten mój nieszczęsny żywioł i zwyczajnie odpłynęłam. Obudziłam się kiedy słońce było już wysoko. I ciągle nie wiedziałam co z tym fantem zrobić. Jak ja mam się do tego zabrać? Od czego zacząć? Pytania kłębiły mi się w głowie, a na żadne nie mogłam znaleźć konkretnej odpowiedzi. Normalnie super- pomyślałam gorzko. Jedyny pomysł jaki przyszedł mi do głowy, to próbować krok po kroku z każdym żywiołem. Ale to będzie trwać wieki. Chociaż chyba nie mam wyjścia, im szybciej zacznę, tym szybciej skończę. Wzięłam głęboki wdech i wstałam. Mimo, że było już prawię południe, trawę jeszcze pokrywał szron. Tylko, gdzie teraz? Od czego zacząć? Może od czegoś prostego, na przykład powietrze? Dobrze, tylko jak to niby sprawdzić? Same niewiadome- stwierdziłam sceptycznie. Pora wreszcie się ich pozbyć. To zacznijmy od tego powietrza. Rozejrzałam się. Skupiłam wzrok na powietrzu, próbowałam je poczuć, jakby miało cielesną formę. Bez żadnego skutku, powietrze nadal pozostało powietrzem, nadal nienamacalne, jakby nierealne. Czyli powietrze mamy już z głowy- pomyślałam zadowolona, krok do przodu. Teraz może ziemia. Ponownie skupiłam na niej wzrok i próbowałam ją poczuć umysłem. Ponownie zero efektu. On mówił, że to silny żywioł, może teraz jakieś silniejsze? Chociaż w sumie, wszystkie żywioły mają podobną siłę, to jak je wykorzystamy, decyduje o ich potędze. Ale są żywioły tradycyjne i te bardziej niezwykłe. Nie wiem nawet skąd to wiem, to było zanotowane w mojej głowie. Na razie próbowałam tych tradycyjnych, pora na inne. Spróbujmy ze światłem, w końcu to dość silny żywioł. Spojrzałam w słońce. Przymrużyłam oczy. Skupiłam się na jego sile, próbowałam go poczuć. Znowu bez żadnego skutku. Chyba wykrakałam, to naprawdę będzie trwało wieki. A może coś źle robie? Jeśli spróbuje tak wszystkich żywiołów i nie poczuje związku z żadnym, to spróbuje jakimś innym sposobem. Chociaż moim jednym żywiołem jest mrok, to byłoby naprawdę dziwne gdyby drugim było światło. A więc próbujmy dalej. Tutaj raczej już nic nie wymyślę, pora na zmianę miejscówki. Popróbuje w lesie, na pewno znajdę jakieś miejsca do wypróbowania innych żywiołów. Więc zgodnie ze swoimi myślami, ruszyłam w kierunku Gwiezdnego lasu. Teraz weźmy się za naturę. I tym razem próba nie przyniosła żadnego rezultatu. Próbowałam również z kamieniem, ale efekt był równie dobry co z naturą. Pozostało próbować dalej. Zrobiło się już późne popołudnie, dzień wkrótce ustąpi miejsca nocy. A ja ciągle byłam w kropce. Szłam dalej, zatopiona w myślach. Mój wzrok przykuł jakiś błysk, gdzieś po mojej prawej. Odwróciłam się i delikatnie mówiąc, mnie zamurowało. Zobaczyłam feniksa, ognistego ptaka. Tylko, że jego płomienie były jakby przygaszone. Próbował się oderwać od gałęzi, ale zwyczajnie nie mógł, jakby ktoś przymocował jego szpony do gałęzi. Nagle usłyszałam trzask gałęzi. Na szczęście słońce już prawię zaszło, mogłam użyć mroku. Po chwili byłam już tylko cieniem, przyczaiłam się za drzewem i czekałam. Nie minęło nawet 5 minut, a zza osłony drzew wyszedł czarny basior, mój prześladowca. Na szczęście tym razem mnie nie zauważył, ale skupił się na feniksie. Uśmiechnął się, tym jego przerażającym uśmiechem. Czyli to była jego sprawka. Teraz patrzył się prosto na nieszczęsnego ptaka, który ciągle jeszcze próbował się wyrwać z pułapki, bez żadnego skutku. W końcu zrozumiałam o co chodzi, basior wysysał z niego energię, z każdą sekundą pióra feniksa robiły się bardzie matowe, a sam feniks szarpał się coraz słabiej. Zdrowy rozsądek wręcz wrzeszczał- Odejdź póki jeszcze możesz, to wariactwo! Ale ignorowałam go, serce mi podpowiadało coś kompletnie innego. I tym razem posłuchałam serca, mimo, że zdrowy rozsądek gadał do rzeczy- w starciu z basiorem nie miałam żadnych szans. Ale zrobiłam coś innego, nie zaatakowałam go, a przynajmniej nie w ten sposób. Zebrałam w sobie energie, nawet nie wiem skąd wiedziałam co robić, po prostu wiedziałam i tyle. Czułam tą energię w sobie, jej ciepło. I zaatakowałam go tą energią, przybrała ona w moim wydaniu prawie cielesną formę. Zaskoczyłam tym ruchem basiora, który do tej pory nawet nie zauważył mojej obecności. Ale teraz już żadne czary nie mogły mnie ukryć, moja własna energia mnie zdradziła. Tylko ja byłam teraz silniejsza, a basior nie był przygotowany na atak tego rodzaju. To była moja przewaga i nie zamierzałam jej marnować. Ponowiłam atak. Basior musiał się wycofać, tym razem wygrałam, ale jeszcze nasza walka się nie skończyła, to jeszcze nie koniec. Feniks tymczasem nie odfrunął, nie był w stanie. Był zbyt wyczerpany. Podeszłam do niego, powoli. Ognisty ptak nawet nie zareagował, z trudem utrzymywał się na gałęzi. Na szczęście przysiadł na dość nisko położonej gałęzi, mogłam go nawet dotknąć. Zdałam się na instynkt. Wystarczył mój dotyk, a ognisty ptak zdecydowanie ożył. Jego pióra przybrały intensywniejszy kolor i zrobiły się lśniące, jednocześnie miał więcej energii- siedzenie na gałęzi już nie było dla niego wyzwaniem. Po chwili cofnęłam łapę, sama byłam nieco osłabiona, ale szczęśliwa. Odkryłam swój żywioł. WRESZCIE! I to przez zrządzenie losu, znalazłam się po prostu w dobrym miejscu, w dobrym czasie. A co ciekawe feniks nie odleciał, tylko nadal siedział na swoim miejscu i wpatrywał się we mnie swymi lśniącymi, czarnymi oczami. A ja, z ziemi, przyglądałam się mu. I tak przez chwilę siedzieliśmy, wpatrując się w siebie nawzajem. W końcu wstałam, z zamiarem przejścia się i przemyślenia paru spraw. A feniks poleciał za mną, szczerze mnie to zdziwiło, nie spodziewałam się, że za mną poleci. Moim żywiołem była energia, ciekawe. Mogę nadać jej niemalże cielesną formę, albo ją komuś przekazać. Wziąwszy pod uwagę, że znam swój żywioł zaledwie 1 dzień, w dodatku niecały, to nie jest wcale zły wynik. Obejrzałam się, feniks ciągle za mną leciał. Przystanęłam. Ognisty ptak usiadł mi na ramieniu.
-Dlaczego to zrobiłaś?- zapytał, miał ciepły głos, przyjemny dla ucha.
-Szczerze sama nie wiem, mam z tym basiorem na pieńku, ale ostatnim razem ledwo uszłam z życiem- przyznałam- A przy okazji, o co tak w ogóle chodziło?
-Raczej większość widziałaś, ten czarny wilk nastawił na mnie pułapkę, nie mogłem oderwać szponów od tej nieszczęsnej gałęzi. Gdyby nie ty, na pewno by mnie zabił- odparł
Zaskoczył mnie, patrzyłam na to nieco z innego punktu widzenia.
-Ja ogółem widzę to trochę inaczej, jestem szczęśliwa bo wykryłam swój żywioł- wyznałam
Feniks spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem.
-Do tej pory go nie odkryłaś?
Zaśmiałam się.
-Odkryłam, tylko go zwyczajnie nie pamiętałam. Straciłam pamięć i to najprawdopodobniej za sprawą tego właśnie wilka- odparłam szczerze.
I ruszyłam dalej. W końcu doszłam na polanę. Zobaczyłam Akunę.
-Hej- powiedziałam przyjacielsko.
Akuna rzuciła mi spojrzenie, z gatunku tych które mogłyby zabić. Nie mam pojęcia o co jej chodzi.
-I jeszcze masz czelność mówić do mnie „hej”? Gdzie ty przepadłaś!? I co to jest za ptaszysko?!
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mój dobry humor znikł.
-Musiałam pobyć sama, co niby zrobiłam? Hę?
<Akuna?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz