Zbudziłem się się o świcie. Wyszedłem z jaskini, która była gdzieś na pustkowiu. Wyszedłem żeby ogrzać się w porannym słońcu.
- Kolejny dzień podróży.
Zacząłem czuć głód, więc ruszyłem się. Nie ma co siedzieć w miejscu. Od razu wytropiłem ofiarę.
Nie trudno było ja upolować. Po jedzeniu rozmyślałem gdzie dalej
podążyć. Spostrzegłem w oddali wzniesienie. Kiedy byłem na samej górze w
oddali zobaczyłem wielki las.
- Udam się tam. Może kogoś spotkam.
Ruszyłem w drogę. Dzień był ładny więc nie śpieszyło m i się za
bardzo. Dotarłem na skraj lasu. Od razu poczułem że tu jest jakaś
wataha. Wkroczyłem śmiało do lasu, byłem ciekaw kogo spotkam.
(Ktoś ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz