poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Elsy

Wstałam rano w dość dobrym humorze. Jednak nie miałam ochoty na rozmowę z kim kolwiek. Szłam tak, aby mnie nikt nie zaczepił. Udało się na szczęście. Udałam się do lasu na małe polowanie. 
- Zając wystarczy - stwierdziłam. 
Popatrzyłam uważnie. Nic. Poszłam dalej. Dopiero tam zauważyłam zająca. Młody był, ale zawsze coś. Podeszłam po cichu i w ostatniej chwili kiedy go złapałam. Jednak w oddali zobaczyłam inne. Pewnie rodzina. I wtedy pomyślałam o swojej, która nie żyje. Zrobiło mi się smutno. Zostawiłam zająca i udałam się nad Księżycowe Jezioro. Szłam ze spuszczoną głową w teraz bardzo smutnym nastroju. A miało być ta dobrze. Dzień zapowiadał się na doskonały i przyjemny, a tu co - wystarczy królik, a nastrój pada, bo przypomina się rodzina. Najważniejsza. Nie zauważyłam nawet kiedy dotarłam na miejsce. Usiadłam. Na niebie pojawił się księżyc. Noc zapadła szybko. Popatrzyłam na swoje odbicie w wodzie i stwierdziłam, że jestem bardzo podobna do matki. Dwie łzy popłynęły po moim pyszczku. Nagle wyczułam czyjąś obecność. Odwróciłam się. Nikogo. 
- Czyżby mi się zdawało? - Zapytałam. 
Potem odwróciłam się znowu w stronę jeziora. 
- Witaj córeczko - usłyszałam. 
Podniosłam wzrok. 
- Mama? - Zapytałam wadere przypominającą moją matkę. 
Ta potwierdziła. 
- Tak za Tobą tęskniłam - powiedziałam. 
- Ja za tobą też - odpowiedziała. 
- Mamo... 
- Tak? - Zapytała. 
- Chce do Ciebie. Nie chce być tu - powiedziałam. 
- Czemu? Zdawało mi się, że jesteś tu szczęśliwa - mówiła zdziwiona. 
- Nie pasuje tu. Nie mam przyjaciół - wyjaśniłam. 
- A może jednak masz, a o tym nie wiesz - mówiła i rozpłynęła się. 
Chwilę popatrzyłam w miejsce, gdzie była, a potem odwróciłam się. I nagle zorientowałam się, że ktoś tu jest. 
( Ktoś? )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz