wtorek, 24 lutego 2015

Od Akuny

Patrzyłam jak Sea powala Sato i ucieka. Z początku zamurowało mnie. Nie wiedziałam co robić.
- Akuna ! - krzyknęła Lia. Spojrzałam na nią więc kontynuowała - Idź za nim. Ja i Luna zajmiemy się Sato
- Jasne
Ruszyłam w ślad za nim. Nie trudno było go wyczuć. Mrok ( w tym wypadku gniew i smutek) czułam dobrze i wiedziałam że pochodzi on od Sey. Dotarłam do jaskini w której siedział.
- Sea wszystko gra ?
- Nie !!! Odejdź !!! - warknął na mnie groźnie
- Posłuchaj mnie... - nie zdążyłam powiedzieć słowa kiedy rzucił się na mnie.
- Nie ! To ty posłuchaj. Mam dość że za każdym razem któraś z was w coś się pakuje i zazwyczaj ja na tym cierpię.
Leżałam przygnieciona jego ciężarem. Chciałam go przeprosić ale za miast tego wypowiedziałam myśli które nie powinny opuścić mojej głowy.
- Jesteś prawdziwym IDIOTĄ !!! Weź się w garść, użalasz się nad sobą, uciekasz od problemów. Nie tylko ty miałeś ciężkie życie. Może i utraciłeś swoją ukochaną ale to ty jej nie zabiłeś, a ja zabiłam praktycznie całą rodzinę.... - zaczęłam mówić przez łzy.
Zapadła cisza. Sea unikał mojego wzroku.
- Przepraszam... nie powinienem....
- Cicho. Udajmy że tego nie było. A teraz chodźmy.
- Gdzie ?
- No jak to gdzie ? Znam Sato, ale nigdy nie mówił o tym że ma brata. Nie wnikam w to czy mu wierzysz czy też nie, ale zrobiłeś mu krzywdę i jest ranny. Lia i Luna są przy nim.
Nie odpowiedział już tylko szedł za mną. Co jakiś czas zerkałam na niego, szedł cały czas zamyślony. Miałam przed oczami tą scenę. Dobrze że go nie zabił. W pewnym momencie zakręciło mi sie w głowie i upadłam. Przed oczami miałam znajoma postać wilka który wypowiedział słowa "A więc tutaj jesteś". Otworzyłam oczy. Sea wyglądał na zmartwionego. Pomógł mi wstać.
- Nic ci nie jest ? Może chcesz odpocząć ?
- Nie przesadzaj. Nic mi nie jest. Chodź - uśmiechnęłam się do niego. Kroczył koło mnie. Nie mogłam teraz o tym wilku myśleć, miałam na głowie rannego Sato i problem z Seą. I do tego nie wiedziałam jak Lia i Luna sobie poradziły...

(Ktoś?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz