poniedziałek, 23 lutego 2015

Dziewczyny gdzieś polazły, zostałam sama z Sato. Szczerze nie wiem dlaczego Seaborne zaatakował 
Sato, ale w tej chwili to było nieistotne. Sato teraz leżał, ciężko oddychał i patrzył na mnie w milczeniu. 
Nie mam pojęcia, dlaczego nie odeszłam jak reszta, po prostu jakaś niewidzialna siła sprawiła, że nie mogłam się stąd ruszyć. Po dłuższej chwili milczenia, odezwałam się: 
- Bardzo boli ? Dasz radę iść ? 
Sato przyjrzał mi się badawczo, ale wstał. Ledwo trzymał się na nogach. Podeszłam do niego i pomogłam mu iść. Widocznie nie miał ochoty na rozmowę, chociaż wcale mu się nie dziwię. 
Po kolejnych paru minutach nierównego marszu, w końcu się odezwał: 
- Gdzie idziemy? 
Miał słaby głos, mówił z wyraźnym trudem. 
- Jak to gdzie ? Do naszego obozu.. znaczy mojej watahy, trzeba ci przemyć te rany. 
Ponownie spojrzał na mnie ze zdziwieniem, po paru metrach odparł 
- Dlaczego nie polecisz do Seabornego, jak reszta ? 
Szczerze powiedziawszy nie znałam odpowiedzi na to pytanie, więc tylko go sprostowałam: 
- Dziewczyny pobiegły gdzie indziej, Seaborne ruszył w przeciwną stronę. 
I tak szliśmy, a raczej się wlekliśmy z powodu marnego stanu mego towarzysza. 
W końcu dotarliśmy do obozu. Nikogo nie było, jak na złość. Z Sato czułam się jakoś niezręcznie, sama nie wiem dla czego. Doholowałam go do jednego z budynków położonego na skraju naszego obozu. Ledwo stanęłam, a Sato po prostu padł na podłogę. W sumie mu się nie dziwnie, rana i nasz "spacerek" musiały go nieźle wymęczyć. 
- Lecę po wodę do przemycia ran. Jestem szpiegiem i nocnym strażnikiem, nie medykiem. Ale coś tam wiem, mam na dzieję, że na twoje rany to wystarczy. 
On tylko skinął głową. Chwyciłam jakąś miskę, która pamiętała pewnie jeszcze czasy kiedy to było miasto elfów i ruszyłam ku księżycowemu jeziorku, To był najbliższy znany mi wodopój. 

<Oki, nie chcę przesadzić z długością, może ktoś to napisać z punktu widzenia Sato, ewentualnie mogę dokończyć ,jakby co ;)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz