niedziela, 22 lutego 2015
Od Luny i Lii (Pisane razem :3)
W nocy, kiedy jeszcze wszyscy spali, obudziła mnie Luna.
-Lia, boję się słyszałam jakieś krzyki
Po sekundzie krzyk ponowił się.
- Burzowi... reszta śpi ?- zapytałam.
- Nie mówili, że idą po jedzenie.
- O masz ! Trzeba sprawdzić te krzyki.
Po chwili Luna powiedziała:
-Plan. Idziemy, w razie gdyby nas poczuli, zamrożę ich nosy, to ich na chwilę zajmnie. A gdyby to nie wystarczyło, ty zaśpiewasz, wtedy zasną i będziemy miały spokój, to idziemy ?
Ruszyłyśmy w stronę drzwi.Szłyśmy powoli, krok za krokiem, nasłuchywałyśmy. Rozległ się kolejny krzyk, dochodził od strony Mrocznego Lasu. Spojrzałyśmy sobie w oczy. Szepnęłam:
-Idziemy ?
- A mamy jakiś wybór?- odparła. Obie byłyśmy wystraszone, ale mimo to ruszyłyśmy dalej.
Przeszłyśmy może 12 kroków.Aż nagle zza skały wyszedł szary wilk, ledwie widoczny z daleka.
- Atakujemy- krzyknęła Luna.
- Poczekajcie- powiedział szorstkim głosem.
-Niby na co- zapytała Lia
-Na wyjaśnienie- odparł nieznajomy.
- Kim jesteś ?- zapytałą Luna powarkując.
- Jestem nastawiony pokojowo- odparł na wszelki wypadek, widząc nasze spojrzenia.
- A kto krzyczał ?-Zapytała Lia
- W sumie dobre pytanie- dodała Luna
Nieznajomy spoglądał na nas niepewnie, jakby nie wiedział czy może nam zaufać.
- Z której watachy jesteście ?- powiedział powoli.
- Oczywiście z Gwiazdorów -powiedziałyśmy niemal równocześnie.
- Na pewno ?! -dopytał się szary wilk, jakby to w tej chwili była rzecz najważniejsza.
- Chyba wiemy w jakiej watasze jesteśmy- odparła Luna- to mów kim jesteś i co tutaj robisz albo pożałujesz.
- Okej, spokojnie-odparł, oglądając się nerwowo- Możemy pójść gdzie indziej ?
- A jaka rónica gdzie rozmawiamy ?- nie odpuszczała Lia
- Jeśli zostanę tu chociaż chwilę dłużej, mogę tego...- przerwało mu przeciągliwe, złowrogie wycie.
Nie musiał nic mówić, sytuacja była oczywista.
- To nasze terytorium, nie mają prawa tu wchodzić -powiedziała Luna- Ukryjcie się w krzakach- Ja się nimi zajmę. W razie gdyby sprawy potoczyły się marnirnie, Lia wiesz co robić.
Lia skinęła głową i razem z nieznajomym znikli w gęstych zaroślach. Luna zaczęła znikać, po chwili pochłonął ją mrok, stała się cieniem. Szaremu wilkowi opadła szczęka, a oczy miał wielkie jak spodki. Wycie się zbliżało....
C.D.N
Błędy, błęęęędyyy, błęęęędyyy, błęęędyyy xD
Ale nie chce mi się poprawiać xD
~Powiezdziała Konana
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz