piątek, 20 lutego 2015

Od Seaborne

Szedłem za Konaną w próbie wymknięcia się.
K: A ty gdzie?
Nie odpowiedziałem tylko wyszedłem. Nie odpowiedziałem, bo szedłem na zaciśniętych zębach z bólu łapy. Pobiegłem nad Kryształową Rzekę. Po jakimś czasie przyszła Lia a za nią Konana. Gdy starały się podejść, ja wstałem i odeszłem nie oglądając się za siebie.
K: Seaborne!
Rozpostarłem skrzydła.
K&L: O wow...
I odleciałem. Daje im jasno do zrozumienia żeby mnie zostawiły w spokoju, a one nie ustępują. W końcu przez tyle lat nie szukałem watahy, żeby się uganiać z panienkami po lesie i  usługiwać księżniczce. Zapadł zmrok. Stanąłem na jednej ze skał. Księżyc był niczego sobie. Zawyłem. Nagle mój słuch przykuł szmer liści. Burzowi! Zobaczyłem Reginalda.
R: O... piesek z Gwiezdnych wybrał się sam na spacer.
Z trzech stron przepaść z czwartej oni. Tak ONI bo za nim wyszło tak na oko 6 wilków.
R: Hmm... ostatnie życzenie?

Wilki się na mnie rzuciły. Zacząłem walczyć. Pobiłem ich bez wysiłku. Regi skulił uszy.
R: Odwrót! 
Po chwili wyszła konana i obejrzała się za uciekającymi. 
K: Czy...to...byli?
S: Taa...
<Konana?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz