Obudził mnie okropny, pulsujący ból w głowie. Otworzyłam oczy, lesie.
Panował tu dziwny półmrok, korony drzew skutecznie blokowały dostęp światła. A same drzewa były ogromne. Gdzieś tam wysoko śpiewały ptaki. Nie znałam tego miejsca. Ból nie ustępował. Powoli wstałam. Nagle usłysałam złowrogie warczenie. Szybko się rozejrzałam, z za osłony drzew wyszedł czarny wilk. Był przerażający, jego oczy były przepełnione furią, a na pysku miał zaschniętą krew.
Odruchowo się cofnęłam. Zareagował złowrogim uśmiechem i powiedział:
- Czyli żyjesz... zobaczymy jak długo.
I zaatakował mnie, ja rzuciłam się do ucieczki. Biegłam najszybciej jak tylko umiałam, ale on mnie doganiał. W końcu wbiegłam do jaskini, z nadzieją, że pobiegnie dalej. Ale nie dał się tak łatwo oszukać, także wbiegł do tej jaskini. Biegłam dalej. W końcu dobiegłam do rzeki. Byłam w pułapce, nurt był zbyt wartki by ryzykować próbą przepłynięcia. On już tu szedł, nie biegł, wiedział, że nie mam gdzie uciec.
Przyjrzałam się wodzie. Na rzece pojawił się lód ! Cienka warstwa, ale nie miałam nic do stracenia. I, ku ździwieniu mojego prześladowcy, zaczęłam biec przez zamarzniętą rzekę. Czarny wilk dostał prawdziwej furii i ruszył pełnym biegiem po krze. Ale on był zdecydowanie ode mnie cięższy, momentalnie lód się załamał i nurt, jescze przed chwilą uśpionej rzeki, porwał mego prześladowce.
Na szczęście ja już byłam na brzegu. Ból głowy ju nieco odpuścił i mogłąm swobodnie myśleć. Nie mogłam sobie przypomnieć nic konkretnego, w mojej głowie ziała pustka. Nie wiedziałam, skąd się tu znalazłam, ani dlacego on chciał mnie zabić. Skupiłam się na moim prześladowcy, nagle w mojej głowie pojawił się przebłysk. Widziałam wszystko bardzo autentycznie, niemal miałam wrażenie, że tam jestem. Uciekałam, ale ktoś jeszcze za mną był. Wilk, o szaro-białej sierści. W końcu, ktoś nas dogonił. Dreszcz przeszedł mi po karku, to był ON, mój dzisiejszy prześladowca. Najpierw zaatakował mnie, był bardzo szybki. Wtedy mój towarzysz się na niego rzucił. Ale czarny wilk był silniejszy. Rzucił nim, upadł pod drzewem, ledwo żywy. Chciał go dobić, ale tu wkroczyłam ja, zaatakowałam go od tyłu. Nie miałam żadnych szans, chociaż konsałam wściekle. Poradził sobie ze mną jescze szybciej niż z moim towarzyszem. Brzyskawicznie zrzucił mnie, uderzyłam głową o skałę. Natychmiast straciłam świadomość. Skończyło się, znowu byłam w jaskini, stałam obok podwodnej rzeki. W oczach miałam łzy, nie wiedziałam kim był ten szaro-biały wilk, ale czułam, że kimś ważnym, kimś za którym bym wskoczyła w ogień. Ruszyłam powoli, ociągając się, nic się dla mnie nie liczyło- Mój towarzysz nie żył, chociaż nie pamiętałam nawet jak mu na imię, byłam zrozpaczona po jego stracie. Moje życie, które przed chwilą ocaliłam, było bez sensu, bez pamięci, w dodatku z wściekłym prześladowcą na karku. Świetnie wiedziałam, że przeżył, to było by zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. W końcu ''nieszczęścia chodzą parami'', a w moim przybadku chodzą gromadą. Wyszłam z jaskini, szłam dalej, kompletnie dobita, bez żadnego celu.
<Kogo spotkam ?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz