Wyszedłem. Nadal jej nie wierzyłem, teraz cała wataha wie... Poszedłem
nad wodę. Położyłem królika na wodę. Wróciłem do jaskini. Nagle poczułem
okropny ból w klacie. Szedłem ale lekko utykałem. Potruchtałem przed
siebie. Ból ustał gdy dotarłem do przepaści. Rozłożyłem skrzydła.
S: No kochane... dawno nie lataliśmy... nie zawiedźcie mnie.
Rzuciłem się z przepaści. Machałem skrzydłami ale mimo to spadałem.
S: AAAAAAAA!
Tuż nad ziemią opanowałem lot. Poleciałem w górę i złożyłem skrzydła. Spadałem przez chwilę i znów się wzbiłem.
S: Wo-cho-cho!
Dawno nie czułem wiatru w sierści i słońca na grzbiecie. W dole
zobaczyłem Konanę i resztę. One też mnie zobaczyły. Wylądowałem koło
nich.
<Ktoś? jak coś to wy nie wiecie że umiem latać xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz