Małe dziecko na polowaniu... mniejsza... przynajmniej udało mi się "być
miłym". Wyszedłem z nory ale złapała mnie Konana. W jej oczach było
coś... to coś... co w oczach Something...
K: A ty gdzie?
S: Gdzieś... nooo.... gdzieś trochę dalej... nie interesuj się co?
Wyszedłem i potruchtałem nad może. Usiadłem na kamieniach.
S: Witaj ukochana... *łza spada do wody*
Nagle w wodzie pojawił się niezbyt głęboki ubytek w kształcie serca i coś wydawało się siedzieć obok mnie (ale nic tam nie było)
S: Ja ciebie też Something...
K: Kto to Something?
S: Nikt... co ty tu?
K: Byłeś podejrzany...
S: mmm...
K: Kto to Something?
S: Nikt.
K: Nie ściemniaj!
S: Ale... nikomu?
K: Masz to u mnie jak w banku.
S: No więc to moja była... partnerka można by powiedzieć...
K: A ty gdzie?
S: Gdzieś... nooo.... gdzieś trochę dalej... nie interesuj się co?
Wyszedłem i potruchtałem nad może. Usiadłem na kamieniach.
S: Witaj ukochana... *łza spada do wody*
Nagle w wodzie pojawił się niezbyt głęboki ubytek w kształcie serca i coś wydawało się siedzieć obok mnie (ale nic tam nie było)
S: Ja ciebie też Something...
K: Kto to Something?
S: Nikt... co ty tu?
K: Byłeś podejrzany...
S: mmm...
K: Kto to Something?
S: Nikt.
K: Nie ściemniaj!
S: Ale... nikomu?
K: Masz to u mnie jak w banku.
S: No więc to moja była... partnerka można by powiedzieć...
<Konana?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz