Wróciliśmy do domu. Kona poszła do szamanki a ja położyłem się w swojej jaskini. Zasnąłem.
-------SEN----------
- Something - zapytałem - może gdzieś pójdziemy?
- Dobrze, a gdzie?
- Niespodzianka
Wyruszyliśmy. Było pięknie i słonecznie. Dotarliśmy w miejsce które wskazał mi Sato. Nagle za sobą usłyszałem warczenie. Wyskoczył stamtąd Dasser. Walczyliśmy. Wygrałem. Odwróciłem się żeby zobaczyć czy Sato gdzieś nie stoi. Usłyszałem krzyk i zobaczyłem jak Das rani Somet.
- SOMETHING! - popatrzałem na Dassera - spie*dalaj szmato! - odgoniłem go a on zniknął
- Sea... Kocham cię...
- Nie rób mi tego! Somet...
- Oddaj mnie morzu... Nigdy cię nie zapomnę... Żegnaj...
- Ja też cię nie zapomnę... - pocałowaliśmy się. Wadera zamknęła oczy i odeszła.
-------------------------
Otworzyłem oczy. Konana spała obok mnie. Muszę z tym walczyć, nie dać się wspomnieniom. No tak! Dasser, to wilk psychiki, chce mnie osłabić - czyli, że gdzieś tu jest... Sato przechodził obok i walnął w kamień, a Kona się obudziła.
<Konana?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz